Czego nauczył mnie Covid, czyli dlaczego lubię być kurą domową.

Kurą domową

Dzisiaj rozpoczynamy ostatni weekend ostatniego, mam nadzieję, lockdownu w Anglii. Szczepienia idą pełną parą, od poniedziałku dzieci wracają do szkół. Daleko nam jeszcze do pełnego powrotu do normalności, bo plan rozpisany został, aż do czerwca 2021 roku. Myślę jednak, że to dobry moment na podsumowanie tego, co w życiu moim i moich najbliższych zmieniła pandemia Covid-19.

Zamknięcie w domach

Miniony rok był bardzo ciężki dla wielu moich znajomych. Byli tacy, którzy odczuli go prywatnie (choroba lub nawet niestety śmierć bliskich) lub finansowo. Niemal każdy z moich przyjaciół narzekał na przymusowe zamknięcie w domach. Nie powiem, że trudno mi było ich zrozumieć, bo już dawno nauczyłam się stawać na czyimś miejscu, ale zdecydowanie nie podzielam tej frustracji. Dla mnie osobiście to ta sytuacja, a spędziłam w domu około czterech miesięcy 2020 roku, stanowiło idealny czas wyciszenia, nadrobienia zaległości w czytaniu albo próbowania nowych rzeczy. Wcale nie tęskniłam za wychodzeniem do pracy. 🙂

Lata praktyki

Bardzo możliwe, że moje spokojne podejście do zaistniałej sytuacji wynika z wieloletniej praktyki. 🙂 Tak się składa, że internetowe kontakty z bliskimi są naszą rzeczywistością od ponad sześciu lat. Od tak dawna nie zdarzył się nam spontaniczny wypad na piwo czy kolację z przyjaciółmi, nie dlatego, że nie mamy znajomych w UK. Po prostu nie mamy „pod ręką” żadnego babcinego wsparcia. Co oznacza, że logistyka takich wyjść staje się wyzwaniem. Dlatego przenieśliśmy się do sieci. Jestem przekonana, że już wcześniej o tym pisałam, ale takie spotkania świetnie się sprawdzają.

Komunikatory internetowe sprawiają także, że rozmawiam z moją mamą równie często (a może nawet częściej) niż wtedy, gdy mieszkałam w Polsce. Ta forma komunikacji stała się do tego stopnia częścią mojej codzienności, że gdy okazała się dla całego świata nową koniecznością, ja nawet nie zauważyłam zmiany.

Edukacja domowa

Podobnie rzecz się miała z przejściem na zdalną edukację. Hania jest właśnie uczennicą czwartej klasy polskiej szkoły podstawowej realizowanej w trybie edukacji domowej. Korzystamy z platformy internetowej Libratus i organizowanych tam webinariów. Jedyną znaczącą zmianą okazał się język. Codzienne dogadywanie się w sklepie czy miejscu pracy, jest zdecydowanie czymś innym niż pomaganie w nauce języka w szkole. Potraktowaliśmy to jednak jako wyzwanie i szansę na własny rozwój.

Nigdy się nie nudzę

Sądzę też, że po części moja spokojna reakcja wynikała z mojej natury. Często powtarzam, że nigdy nie nudzę się sama ze sobą i zawsze potrafię sobie znaleźć ciekawe zajęcie. Dawniej, kiedy byłam znacznie młodsza, a przez to bardziej bezkompromisowa, lubiłam cytować Irvinga Stonea: „Nigdy nie czuję się mniej samotny, niż gdy jestem sam”. Słowa te włożył w usta Michała Anioła, w jego doskonałej biografii „Udręka i ekstaza”. Nie, nie jestem wcale introwertyczną domatorką. Uchodzę za osobę komunikatywną i lubię spędzać czas z innymi ludźmi. Jednak niewiele osób jest mi niezbędnych do życia i z nimi zawsze potrafię znaleźć kontakt.

Długa lista rzeczy do zrobienia

Pierwszą falę lockdownu w UK wykorzystałam na wyremontowanie sypialni gościnnej czyli gabinetu i ogarnianie ogrodu. Czytałam, szydełkowałam. Skakałyśmy z Hanią w gumę albo czytałyśmy Harrego Pottera. W efekcie nie pamiętam kiedy mój kalendarz był tak pełen jak wiosną 2020 roku. Niemal każdego dnia wtedy odbierałam telefon od koleżanki z pracy, która pytała co ja robię, bo ona nie ma na siebie żadnego pomysłu. Denerwowała mnie. Nie miałam czasu, żeby z nią gadać. 🙂

W kolejnych lockdownach moja firma nieco zmieniła swoją politykę i nasze postojowe jest elastyczne. Pracujemy po parę dni w tygodniu, wtedy gdy jest coś do zrobienia i w takiej formie jaka jest wygodna dla firmy. Za czas spędzony w domu dostajemy zasiłek rządowy. Oznacza to, że jestem jeszcze bardziej zapracowana niż poprzednio.

Lubię być kurą domową

Oczywiście nie umknęło mi, że w porównaniu do innych jestem jakaś dziwna. Nie było to dla mnie żadnym zaskoczeniem. Mimo tego, że od dawna nie kryję się z moimi feministycznymi poglądami na życie, od zawsze powtarzam, że gdyby jedna pensja wystarczyła nam do normalnego życia, to z radością zostałabym kurą domową. Zresztą uważam, że to właśnie jest kwintesencją wolności i feminizmu. Każda wolna kobieta ma prawo wybrać sobie taką rolę, która najbardziej jej odpowiada i w której najlepiej się realizuje.

Jednak tęsknię

Nie oznacza to oczywiście, że nie tęsknię za życiem z 2019 roku. Brakuje mi rodzinnych wyjść do restauracji, wycieczek nad morze. Zwiedzania UK. Gdy tylko restrykcje związane ze swobodnym przemieszczaniem się zostaną poluzowane na pewno pojedziemy w nowe miejsce. Marzę też o normalnym wyjeździe wakacyjnym, chociaż nic nie planuję na ten rok.

A Ty lubisz być kurą domową? Czy może nie potrafiłaś wysiedzieć w swoich czterech ścianach?

Please follow and like us: