Diana Gabaldon „Spisane własną krwią”

spisane-wlasna-krwia

Książka numer 20/2016

Diana Gabaldon „Spisane własną krwią”

Alfred Hitchcock powiedział kiedyś, że film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie ma rosnąć. 😉 Diana Gabaldon w ostatnim tomie cyklu powieści o Claire i Jamiem Fraserach zastosowała się właśnie do tych zaleceń. Od pierwszych słów „Spisane własną krwią” wciąga Cię w wir wątków otwartych w poprzednim tomie. Od razu, bez żadnej rozgrzewki, bez żadnego wprowadzenia, uderza w Ciebie cyklon równoległych, gwałtownych zdarzeń. Awantura na całego. Wiele dawnych tajemnic ujrzy światło dzienne, wiele nowych zdarzeń skomplikuje i tak już zagmatwane relacje. To dlatego przeczytałam niemal połowę tego tomu, zanim dotarło do mnie, że czytam nie zły tom. 🙂 Pisałam Ci o tym tutaj:

Diana Gabaldon „Kość z kości”

Mniej więcej w połowie książki akcja zwalnia. Jesteś w oku cyklonu. Niby spokój, ale doskonale wiesz, że za moment czeka Cię kolejne uderzenie. Nie, nie. Oczywiście nie będzie całkiem spokojnie. Nie możesz spodziewać się tego po żadnej z powieści tego cyklu.

Łza się w oku kręci

Rewolucja amerykańska trwa w najlepsze. Człowiek strzela, a Pan Bóg kule nosi i czasem trafia… Myślałam, że to już ten moment, że teraz będę ryczała. Nie śmiej się proszę, często ryczę czytając książki. Mam tak „od zawsze”, od „Białego Bima, Czarne Ucho”, a te późniejsze mogę wyliczać w nieskończoność. 🙂 Biorąc w rękę „Spisane własną krwią”, też byłam na to przygotowana. Nie wiedziałam tylko, kiedy zacznę, więc kiedy ta zbłąkana kula sięgnęła celu…

Nie napiszę ani słowa więcej o fabule.

Nasi tu są…

Historia życia bohaterów została poprowadzona w taki sposób, by pokazać wiele wydarzeń i postaci historycznych. Jeśli podążasz wraz ze mną ich ścieżkami to spotkałaś (lub spotkasz) króla Francji – Ludwika XVI, pretendenta do tronu Szkocji – Karola Edwarda, generała Jerzego Waszyngtona i wielu innych. Wśród nich są też Polacy. Niektórzy wielcy, jak Tadeusz Kościuszko, inni anonimowi, jak budowniczowie szkockich zapór. Mnie narzucił się jeszcze jeden polski akcent, nie bezpośredni, ale…

W wieloletniej historii parlamentaryzmu amerykańskiego, jedynie trzech obcokrajowców dostąpiło zaszczytu przemawiania przed połączonymi izbami Kongresu i Senatu. Pierwszym z nich był Francuz, którego poznali Claire i Jamie – zasłużony dla amerykańskiej rewolucji: generał La Fayette. Drugim: Winston Churchill, po zakończeniu Drugiej Wojny Światowej. Znasz trzeciego? 🙂 Jego przemówienie rozpoczęły słowa: „We the people…” Tak! Polak! Lech Wałęsa. Nic nie poradzę, za każdym razem kiedy na kartach powieści pojawiało się nazwisko La Fayette, taki właśnie ciąg skojarzeń pojawiał się w mojej głowie 🙂 Nie zaprzeczam – bywam dziwna. No dobra – JESTEM dziwna. 😉

Pora iść dalej. 🙂

„Spisane własną krwią” już za mną pora poszukać nowych literackich znajomych. Może Ty mi coś zaproponujesz? Tymczasem w kolejce czeka parę poradników. Właśnie czytam „Finansowego ninja” Michała Szafrańskiego, autora bloga: jakoszczedzacpieniadze.pl. Wkrótce oczywiście podzielę się z Tobą wrażeniami.

Jeśli chcesz kupić dla siebie ostatni tom z cyklu napisanego przez Dianę Gabaldon „Spisane własną krwią”, to zapraszam – skorzystaj z tego zestawienia:

Please follow and like us: