Dzień bez telefonu komórkowego

Dawno temu

Historia, którą chcę Ci opowiedzieć wydarzyła się dziesięć, może dwanaście, lat temu. Jest to ważna informacja, bo jestem przekonana, że we współczesnej Polsce raczej nie miałaby szans na powtórzenie się.

Umówiłam się wtedy z koleżanką na wspólne wyjście. Miałyśmy się spotkać w sąsiednim mieście, bo tak się zdarzyło, że mieszkałyśmy w odległych od siebie miastach aglomeracji śląsko-dąbrowskiej i umówiłyśmy się w połowie drogi. Stałam w przedpokoju, gotowa do wyjścia, gdy zadzwonił telefon.

– Halo?

– Cześć, tu B., wyszłaś już z domu? Bo ja się trochę spóźnię…

– B., dzwonisz na telefon stacjonarny i odebrałam. Nie wyszłam z domu…

To były czasy!

Miałam już wtedy w torebce komórkę, ale wciąż jeszcze obowiązywały nieco inne „stacjonarne” standardy komunikacji telefonicznej. Nikt od nikogo nie oczekiwał, że natychmiast podniesie słuchawkę. Nikt nie wydzwaniał do Ciebie przez kwadrans bez przerwy oczekując, że wyskoczysz spod prysznica, by porozmawiać o pierdołach. Zresztą sami sobie już narzuciliśmy reżim odbierania połączeń natychmiast.

W tych samych, zamierzchłych, czasach moja mama, dumna posiadaczka pierwszej w życiu „komóry” trzymała ją zazwyczaj… na kuchennym stole. Nie chciała, żeby ktoś do niej zadzwonił akurat w chwili, gdy będzie w autobusie w drodze do lub z pracy. 🙂 Wracała po pracy do domu i oddzwaniała. 🙂 W firmie miała przecież telefon stacjonarny na biurku i w razie nagłej potrzeby mogłam zadzwonić na tamten numer. Pełny luzik. 🙂

Dzień bez telefonu komórkowego

Takie moje wspomnienia przywołał wczorajszy Dzień bez telefonu komórkowego. Po raz pierwszy w życiu postanowiłam potraktować go naprawdę poważnie.

Czy mi się udało?

Nie do końca.

Między innymi dlatego, że od dawna codziennie dzwonię do mojej mamy (na komórkę 😉 ). Tak było przed naszym wyjazdem z kraju, tak jest i teraz. Rano zadzwoniłam do mamy, a wieczorem do A, który był w pracy.

Uświadomiłam sobie także jak użytecznym narzędziem jest mój smartfon. W ciągu dnia sięgnęłam po niego jeszcze parę razy. Zrobiłam przelew bankowy, sprawdziłam prognozę pogody na popołudnie (planowałyśmy z H wyjście). Dostałam też SMS z kodem potwierdzającym dane adresowe na jednej ze stron internetowych.

Okazało się, że to małe urządzenie może zaoszczędzić wiele mojego czasu…

Może niestety także go pożreć. Wczoraj nie użyłam ani razu żadnej aplikacji social mediów. Zastanawiam się nawet, czy całkowicie ich nie usunąć, bo okazało się, że można bez nich żyć. 🙂 Na pewno dokonam radykalnych cięć w ilości obserwowanych stron i użytkowników.

Zlikwidowałam także opcję powiadomień mojej skrzynki mailowej. Dzięki temu nie czuję już przymusu przeczytania każdej otrzymanej wiadomości, natychmiast po jej pojawieniu się w skrzynce. Teraz maile będę czytała raz dziennie.

Podsumowując

Wnioski po moim wczorajszym eksperymencie są proste i dość przewidywalne – życie bez telefonu komórkowego aczkolwiek możliwe byłoby trudniejsze.

Problemem nie są same „komóry”, ale sposób w jaki z nich korzystamy. Ten problem nie dotyczy jednak tylko telefonów. Od zarania dziejów człowiek używał różnych narzędzi w dobry lub zły sposób. Noża można użyć, by ugotować zdrowy posiłek dla najbliższych lub by skrzywdzić innego człowieka. W telewizji możemy obejrzeć wartościowy dokument czy program edukacyjny, albo zmarnować czas na bezwartościową, odmóżdżającą papkę.

Nie zamierzam rozstawać się z moim smartfonikiem. Planuję jedynie lepiej nad nim panować. To pewnie będzie duże wyzwanie, ale wierzę, że dam radę. 🙂 Może Ty masz jakieś swoje sprawdzone metody na zapanowanie nad kusicielem, który czai się gdzieś za ekranem dotykowym?

Zapisz

Please follow and like us: