Jedynacy

jedynacy

W teorii kolejności urodzin najbardziej zainteresowana byłam tym, co ma ona do powiedzenia o jedynakach. Moje życie potoczyło się tak, a nie inaczej i los zdecydował, że będę wychowywała jedynaczkę. Dlatego bardzo chciałam się dowiedzieć w jakiej „materii” przyjdzie mi tworzyć. To, co przeczytałam z jednej strony mnie ucieszyło, ale równocześnie z drugiej nieco przytłoczyło.

Co takiego przeczytałam?

Jeżeli jesteś rodzicem jedynaka, wszystko w Twoich rękach. Twoje dziecko równie dobrze może podążyć „drogą” najstarszego, jak i najmłodszego dziecka w rodzinie.

Czemu mnie to ucieszyło?

Jestem osobą, która lubi mieć kontrolę, czuć, że bieg spraw zależy ode mnie. Z tej perspektywy całkiem przyjemnie było przeczytać, że mam wpływ na to, jakiego człowieka wychowam.

Czemu mnie to przytłoczyło?

Z tego samego powodu. 🙂 Cała odpowiedzialność za to co wyrośnie z mojego „Kulfona” spoczęła na moich barkach. Bez żadnych wymówek i tylko dwie opcje: przynudzający perfekcjonista lub wyluzowany manipulator. Słaby wybór. 🙂

Jakie to szczęście, że nie bardzo wierzę w teorię kolejności urodzeń. 🙂 Tak, tak. Dobrze przeczytałaś. Nie bardzo wierzę w fakt, że kolejność urodzenia w rodzinie może determinować pewne zachowania. Ta teoria ma słabe punkty.

Po pierwsze.

Rodziny raczej nie powstają według jednego wzoru. Doskonałym przykładem jesteśmy ja i A. Oboje jesteśmy starszym rodzeństwem. Właściwie powinniśmy być do siebie podobni, ale… Moja siostra jest młodsza ode mnie o dwa lata, a brat A jest młodszy aż o trzynaście. Czy to oznacza, że A jest bardziej jedynakiem, czy bardziej najstarszym w rodzinie? Duża różnica wieku czy różna płeć dzieci, to zmienne, które „resetują” teorię. Ilość zmiennych przywodzi na myśl raczej horoskopy. Jestem Skorpionem i chińskim Smokiem, jestem starszą siostrą. Wszystkie te charakterystyki opisują mnie równie dobrze. Przynajmniej w mojej opinii.

Po drugie.

Teoria mogłaby się sprawdzić w mocno izolowanym środowisku rodzinnym. Tymczasem naszą osobowość kształtuje nie tylko rodzina. Żyjemy wśród innych ludzi. Najbardziej rozpieszczony najmłodszy w rodzinie wcześniej (na placu zabaw) czy później (w szkole) napotka innego rozpieszczonego najmłodszego albo nawet kilku i będzie musiał jakoś poukładać sobie wzajemne relacje z nimi. To co działa w domu na rodziców czy nawet na starsze rodzeństwo, nie będzie skuteczne wobec rówieśników.

Nie mogę jednak nie zauważyć podobieństwa charakterów obu moich przyjaciółek i mojego. Wszystkie jesteśmy starszymi siostrami, wszystkie pasujemy do wzorca najstarszego w rodzinie. Moim zdaniem, jest to jednak wynik wychowania w określonych czasach. Kiedy byłyśmy dziećmi po prostu często słyszałyśmy: „bądź starsza, mądrzejsza i ustąp”. W mojej rodzinie mistrzem tego hasła był mój tata. Dlatego, kiedy na świat przyszła H, to on pierwszy usłyszał, że nie życzę sobie, żeby kiedykolwiek wygłosił je do mojej siostrzenicy.

Ta dzisiejsza młodzież 😉

Obecna młodzież jest wychowywana jednak nieco inaczej. Zdarzyło mi się usłyszeć od dziewięcioletniej starszej siostry: „Mamo! Zabierz swoje dzieci z mojego pokoju!”. Mam nieodparte wrażenie, że ona nie powieli schematu znanego z teorii. 🙂

Teoria kolejności urodzeń, w mojej ocenie, jest echem metod wychowawczych stosowanych w przeszłości. Kiedyś oczywistym było, że najstarszy zajmie się młodszymi. Obecnie co raz częściej nie jest to takie pewne. Cóż, czasy się zmieniają.

Teoria ma także pewną niewątpliwą zaletę. Pokazuje nam wyraźnie, jak wielką moc mają nasze, rodzicielskie, działania. Jak trwały ślad kreślimy w tej nieznanej nam materii jaką są charaktery naszych dzieci.

To cieszy i przeraża równocześnie.

Please follow and like us:
  • Zgadzam się z tym, że często kolejność urodzenia wpływała i czasem nadal wpływa na sposób wychowania, ale nie jest tak, że tylko ona ma wpływ na to jak dziecko dorasta. Życie składa się z tylu różnych czynników, że nie sposób przypisać jednemu kluczowej roli.