Kreskówki

hero-107507_1280

Jestem zwolenniczką tezy, że wszystko (prawie) jest dla dzieci, ale pod życzliwą kontrolą rodzicielską. Słyszałam naprawdę wiele dyskredytujących uwag na temat różnych kreskówek. Co dziwne, wygłaszający te uwagi rodzice zapytani, odpowiadali, że nie obejrzeli żadnego odcinka tejże w całości. Znacie to? Mnie od razu przypominają się widoczki sprzed wielu, wielu lat, kiedy w polskich kinach wyświetlany był film „Ksiądz”. I te rozbrajające wypowiedzi starszych pań pikietujących kina „Oczywiście, że nie widziałam tego filmu, ale zdecydowane jestem mu przeciwna!”
H lat cztery z upodobaniem ogląda bajki zakwalifikowane jako 6+: SpongeBob’a, Garfield’a czy Różową Panterę, a ja chętnie robię to razem z nią. I co? Że niby głupie? Że nie rozwijające?
Słyszeliście kiedyś o bajkach „Jacek i Agatka” albo „Gąska Balbinka”? Ja tak. Wielokrotnie. Mój tata mi o nich opowiadał. Jakież to one były wspaniałe. Jakie ciepłe. Jakie inne od tych durnych bajek, które ja oglądałam w dzieciństwie… A już nie wspominając o idiotyzmach oglądanych przez następne pokolenie, bo jak się mają Bolek i Lolek do Pokemenów?
Boże, co z tych dzieci ogłupianych przez Pokemony wyrośnie? O, przepraszam! Co z nich wyrosło? Pozwólcie teraz, że zacytuję fragment książki autorstwa Magdaleny Samozwaniec (córki Wojciecha Kossaka i siostry Marii Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej) z książki „Z pamiętnika niemłodej już mężatki”:
„Dzisiejsze dzieci, o wiele mniej nerwowe od tych dawniejszych, nie ssą palców, ale za to, bawiąc się zapałkami, podpalają często całe mieszkania. Zamiast głupkowatych i nic niedających z wychowania Misiów z okienka i Balbinek-kretynek, trzeba by odnaleźć w jakimś antykwariacie „Złotą Różdżkę” i przepisać z niej na przykład wierszyk o spalonej Kasi (…)”
Cóż tych ogłupianych dzieci mogło wyrosnąć? I wyrosło – mój ojciec. On narzekał na Pokemony. Pokolenie Pokemonów załamuje ręce nad pokoleniem SpongeBob’a. Chyba tylko po to, żeby pokolenie SpongeBob’a płakało nad losem swoich dzieci ogłupianych przez kolejne dziwaczne kreskówki. Ot taka kolej dziejów.
Może spróbujmy czasem spojrzeć na bajki kochane przez nasze dzieci z innej strony. Czy naprawdę oczekiwaliśmy od naszych kreskówek, żeby nas uczyły? Czy po prostu chcieliśmy się dobrze bawić? Cóż, nie zawsze bawią mnie żarty Patryka, z których zaśmiewa się H, ale bardzo lubię sarkastyczne komentarze Skalmara. Bawimy się razem przed TV.
Już słyszę jak mówicie, że te współczesne bajki pełne są przemocy. Naprawdę tylko te współczesne? Pamiętacie Kojota i Strusia Pędziwiatra? Czy tam nie było przemocy? A Tom i Jerry? Opowieść o tym jak sobie zgodnie razem żyją? Czy może raczej o tym, jak jeden próbuje wykończyć drugiego w sposób, którego nie powstydziłby się czarny charakter z „Mission: Impossible” albo innej „Szklanej pułapki”? Podobno amerykańscy badacze, którzy zbadali już wszystko, policzyli akty przemocy w „naszych” sielskich kreskówkach, podobno jest ich więcej niż w filmach ze Stevenem Seagalem. Uroczo.
Świat pędzi, czasy zmieniają się w niesamowitym tempie. Nie jesteśmy w stanie wychować naszych dzieci w skansenie „naszych” czasów. Pisałam o tym już wcześniej. Może więc zamiast zakazywać oglądania bajek, których nie widzieliśmy na oczy warto obejrzeć jeden czy dwa odcinki z dzieckiem i POROZMAWIAĆ o tym co działo się na ekranie. Dlaczego nie spodobało nam się zachowanie Piekaczek? Czemu Timmy głupio nadużywa magii wróżków chrzestnych? Tutaj niestety dla niektórych pojawia się problem, bo kreskówki przestają być wypełniaczem czasu dziecka i wymagają naszego udziału, wtedy prościej powiedzieć: „Zmień program, to głupie.”

Please follow and like us: