Marzenia do spełnienia

Dawno, dawno temu…

Był 20 maja 1992 roku, w Pradze odbywał się koncert, na którym bardzo chciałam być, ale nie miałam na to najmniejszych nawet szans. Nie dość, że byłam zbyt młoda, to jeszcze nie stać mnie było na bilety. Guns n’Roses byli wtedy u szczytu swojej kariery, dwupłytowy album Use Your Illusion okazał się prawdziwą kopalnią przebojów i popularne MTV czerpało z niej garściami. Wydawało się wtedy, że przed Axlem i Slashem otworzyły się drzwi do kariery na miarę Stonesów czy Queenów. Obiecałam sobie wtedy, że kiedyś jednak pojadę na ich koncert. Stworzyłam sobie w głowie nawet dość długą listę takich „zaplanowanych” koncertów. Jedne z nich już widziałam (Bryan Adams czy Aerosmith), innych nie zobaczę nigdy (Queen czy Nirvana). Byłam też przekonana, że koncert G n’R ostatecznie trafił do tej grupy.

Burzliwe losy mojego marzenia

Wkrótce po tym wielkim sukcesie grupa się rozpadła. Nie po raz pierwszy i nie ostatni w historii muzyki okazało się, że sukces komercyjny bywa nie do udźwignięcia dla artystów. Pojawiły się różne używki, imprezy, kobiety, drogi kolejnych muzyków rozchodziły się w cztery strony świata. Wreszcie dwie najbardziej wyraziste osobowości, Axl i Slash, wzięły się za łby w bratobójczej walce o prawa do nazwy i utworów Guns n’Roses. Byłam więc przekonana, że zobaczenie ich razem na jednej scenie jest równie prawdopodobne, jak zobaczenie Kurta Cobaina. Porzuciłam więc częściowo to marzenie. Napisałam „częściowo”, bo oczywiście skorzystałam z okazji i wraz z moją przyjaciółką parę lat temu w Rybniku czekałam dwie i pół godziny na spóźnionego Axla. 🙂 Cóż, to jednak nie było to…

Czas jakiś temu pojawiła się informacja, że obaj panowie doszli do porozumienia i postanowili nie tylko reaktywować zespół, ale nawet wyruszyć w ogólnoświatową trasę koncertową. Początkowo podeszłam do tych wieści sceptycznie. Nie wierzyłam, że uda im się nie pokłócić milion razy przed wyruszeniem w trasę, ale bardzo się ucieszyłam, gdy w ramach prezentu gwiazdkowego dostałam od A obietnicę biletów na koncert G n’R w Londynie. Tak, tak dobrze czytasz: „obietnicę”. A skorzystał z oferty serwisu viagogo , która polega na tym, że wpłacasz im pieniądze za bilet, a oni sobie tylko znanymi sposobami takie bilety dla Ciebie zdobywają (lub nie i odsyłają pieniądze). Ot takie internetowe „koniki”. Później zapadła głucha cisza w temacie. O tym, że jednak jadę na koncert dowiedziałam się w ubiegły wtorek. 🙂

A jednak!

To było niesamowite. Oczywiście, że panowie mocno posunęli się w latach, ja też nie jestem już tamtą szesnastolatką sprzed ćwierćwiecza. Oczywiście, że nie wszystko odbyło się według wymarzonego przeze mnie scenariusza. Oczywiście, że miała tam z nami być jeszcze moja NP (najlepsza przyjaciółka). Najważniejsze jest jednak to, że spełniłam jedno ze swoich marzeń. Przyznaję – dość błahe i nieco dziecinne, ale MARZENIE.

Pamiętaj proszę też o tym, że we wczesnych latach dziewięćdziesiątych to marzenie nie było wcale takie drobne. Polska wciąż nie należała do Unii Europejskiej i tkwiła za pozostałościami Żelaznej Kurtyny. Naprawdę wielkie gwiazdy pojawiały się w naszej części Europy niezmiernie rzadko, a jeśli już, to ceny biletów bywały horrendalne. Marząc o koncercie G n’R nie ośmieliłam się nawet pomarzyć, że pojadę na niego do Londynu w dodatku bez większego problemu. Nie podejrzewałam wtedy, że loty z Polski do dowolnej z europejskich stolic będą niewiele droższe (a przecież bywają czasem nawet tańsze) niż bilet na pociąg do Trójmiasta. Czasy się zmieniły, a ja byłam to winna nastoletniej Eli, zwłaszcza teraz kiedy zrealizowanie jej marzenia nie było takie trudne.

Po co mi to było?

Po pierwsze – nadal lubię wszystkie stare przeboje Gunsów (komentarz A: „Jakby mieli jakieś nowe”). Po drugie – uważam, że jeśli porzucasz stare marzenia, to w ogóle traci sens marzyć tu i teraz. Bo po co marzyć skoro z góry zakładasz, że nie podążysz za swoim marzeniem? Zastanów się! Ty też możesz to zrobić! Kryjesz coś takiego głęboko w swoim sercu? Może teraz to nie będzie takie trudne? Daj sobie szansę na przekonanie samej siebie, że marzenia się spełniają!

Dziękuję

Na koniec muszę coś bardzo mocno podkreślić. Nie byłoby mnie wczoraj w Londku, gdyby nie ktoś, kto jest moim wielkim Skarbem. Bez faceta, który o mnie myśli i o mnie dba (czasem lepiej niż ja sama o siebie). Właściwie to A spełnił to moje marzenie i dlatego nie przesadzę, gdy napiszę, że jest ucieleśnieniem moich marzeń. Dziękuję Kochanie!

Please follow and like us: