Pierwsze dziecko

persons-731514_1920

Przy okazji dyskusji na temat rządowego programu 500+ pojawiła się u mnie pewna refleksja, pozwólcie, że się nią z Wami podzielę.
Jestem starszym z dwojga dzieci moich rodziców, a w dodatku matką jedynaczki, z powodów opisanych tutaj, stan ten nie ulegnie już zmianie. Oczywistym było więc, że pochylę się nad tym nieszczęsnym „pierwszym dzieckiem” pominiętym przez program rządowy.
Zacznę jednak od tego, jak świadczenie rodzinne wygląda w Anglii. Child Benefit wypłacany jest na każde dziecko w rodzinie, ma kryterium dochodowe (najbogatsi go nie dostają) i wynosi nieco ponad 20 funtów tygodniowo na pierwsze dziecko, kolejne dzieci dostają około 13 (nie jestem zorientowana, bo jak wspominałam nie będę miała kolejnego dziecka). Kwotowo 80 funtów miesięcznie i 500 złotych są do siebie zbliżone, jednak w przeliczeniu na minimalną stawkę godzinową w Anglii dostaje się dużo mniej.
Teraz wrócę do mitycznego już „pierwszego dziecka” i spróbuję wytłumaczyć Wam dlaczego uważam, że Anglicy wymyślili ten system lepiej, 🙂
Zanim na świat przyszła H, mieliśmy z A kilka poważnych rozmów, w których ja próbowałam wytłumaczyć mu, że dziecko wywraca całe życie i zmusza do rezygnacji z wielu przyzwyczajeń, a on wciąż powtarzał, że jakoś to będzie. Oczywiście, jak zawsze, to ja miałam rację i od czerwca 2011 roku już nic nie jest takie samo. Pod wieloma względami jest lepiej, przeżyliśmy cudowne momenty i gdybym miała cofnąć się w czasie, nie zmieniłabym swojej decyzji, ale… Cóż, świat naprawdę się wywrócił.
Przed pojawieniem się H żyliśmy na dużym luzie, nieźle zarabialiśmy, mieszkaliśmy w niedużym, ale w zupełności wystarczającym nam dwupokojowym, wyremontowanym mieszkanku. Często wychodziliśmy do kina czy pubu, równie często spontanicznie jechaliśmy na jakiś meczyk. Skłamałabym, gdybym napisała, że nie lubiłam ówczesnego życia. Kiedy zdecydowaliśmy się na dziecko, zaciągnęliśmy kredyt hipoteczny na zakup większego lokum, żartobliwie twierdziłam, że to na zakup dodatkowego pokoju dla H. Po jej przyjściu na świat, pojawiło się kolejne obciążenie finansowe, bo, żebym mogła wrócić do pracy, musieliśmy zatrudnić nianię. Zbiednieliśmy, ale nawet tego nie zauważyliśmy, bo, pomimo tego, że obie babcie H mieszkały blisko nas, oboje uważaliśmy, że to my mamy obowiązek opieki nad naszym dzieckiem i prawie nie wychodziliśmy. Z resztą teraz też mało wychodzimy, a Wy pewnie znacie to doskonale.
Czemu Wam to piszę? Zastanówcie się: czy gdybyśmy teraz jednak zdecydowali się na drugie dziecko, to musielibyśmy jeszcze z czegoś rezygnować? Czy musielibyśmy zmieniać nasze życie radykalnie? A może ta największa wolta już się dokonała? Właśnie! Uważam, że rozsądni, myślący ludzie mają większy problem, żeby zdecydować się na pierwsze dziecko, a nie na kolejne. Za drugim dzieckiem przemawiają racje, które nie pojawiają się przy pierwszym. Naturalnie pojawia się pytanie o towarzystwo dla jedynaka, o zapewnienie mu kogoś do zabawy, najbliższej osoby, która stać przy nim będzie, gdy nas już zabraknie. Wierzcie mi, to bardzo ważkie argumenty. Niejeden raz zastanawiałam się czy nie jestem zbyt wielką egoistką pozbawiając H rodzeństwa, czy nie powinnam przejść przez stres kolejnej ciąży, by mogła cieszyć się towarzystwem siostry lub brata. Wątpliwości te uderzają we mnie ze zdwojoną siłą, za każdym razem, kiedy H pyta nas o rodzeństwo.
Oto moim zdaniem powód, dla którego Anglicy, płacąc wyższe rodzinne na pierworodnych, wykazują się większym rozsądkiem od rządzących Polską. Dlatego lepiej byłoby moim zdaniem, gdyby program nazwać 300+ lub 275+, ale uwzględnić w nim osławione „pierwsze dzieci”.
Celowo pominęłam dzisiaj temat wysokości dodatku, jego zasadności, czy innych rozwiązań, które mogłyby być skuteczniejsze w zwiększaniu dzietności Polaków, bo uważam, że nie ma sensu bić piany. Program 500+ został przegłosowany, wejdzie w życie i to życie właśnie zweryfikuje jego skuteczność. Chciałam jedynie zwrócić uwagę na jego błąd logiczny. Jakby opracowywał go ktoś bezdzietny… 😉

Please follow and like us:
  • Agnieszka Rogalska

    Program 500+jest po to, żeby był – to na każde dziecko brzmi jakoś ironicznie. Mój partner ma ze mną dziecko nr 2 i też nie dostanie, bo dziecko nr 1 mieszka z mamą. Nie ważne, że utrzymuje je – płaci alimenty i nie tylko – to jest jego dziecko to oczywiste, że normalny ojciec kupuje jej wszystko co potrzebuje poza alimentami. Ale jak pisałaś możemy sobie podywagować. PIS wie wszystko lepiej…….