Potwory i spółka

Wprowadziły się do nas bez pytania o zgodę pewnego zimowego popołudnia, Myślałam, że wyniosą się niepostrzeżenie i bez większych ceregieli po kilku dniach, ale na całkowitą eksmisję musieliśmy czekać prawie dwa miesiące. Chociaż były urocze i barwne, chociaż sprawiały wrażenie szalenie radosnych, stały się trudnymi współlokatorami.

Mea culpa

Muszę przyznać, że to była nasza (rodziców) wina, grzech zaniechana. Zazwyczaj oglądamy z Hanią nowe bajki, oceniając czy są dla niej odpowiednie. Z oczywistych względów mamy też kontrolę nad czytanymi przez nią książkami.

Z audiobookami sprawa się miała inaczej, głównie dlatego, że pełnią w naszej dziennej rutynie inną rolę. Zazwyczaj po wieczornym czytaniu Hania nie jest jeszcze śpiąca i potrzebuje czegoś przy czym może sobie poleżeć przed zaśnięciem. Sama robiłam tak jako dziecko słuchając cudownych słuchowisk z czarnych, trzeszczących płyt. Tak jak dla mnie przed laty, tak i dla Hani jest to czas na samodzielne wyciszanie. Pewnie dlatego audiobooki uśpiły naszą rodzicielską czujność, a to zemściło się inwazją potworów na nasz dom rodzinny.

Czego słuchamy

Zaczęło się niepozornie, od słuchowisk, które znałam ze swojego dzieciństwa. Wielokrotnie przesłuchanych przeze mnie, dobrych przyjaciół z winylowych płyt: Piotrusia Pana, Tomcia Palucha. Pory na Telesfora. Później doszła klasyka literatury dziecięcej. Kolejne części Pipi Pończoszanki czy Emil ze Smalandii są pogodne i doskonale wszystkim znane. Podobnie bez zmrużenia oka kupowaliśmy następne audiobooki z przygodami Hani Humorek. Znaliśmy pierwsze tomy tego cyklu, bo czytaliśmy je Młodej. Kiedy Hania poprosiła o kupienie klasycznego w Anglii „Charliego i fabryki czekolady” również zgodziliśmy się ochoczo, chociaż żadne z nas nie znało tej historii (tak, tak filmu też nie widzieliśmy). To był nasz grzech pierworodny, choć ten jeszcze nie poskutkował potępieniem. Daliśmy dziecku do słuchania książkę, której zupełnie nie znaliśmy.

Wzorując się na starszej od siebie kuzynce Młoda zapragnęła posłuchać „Dziennika Cwaniaczka”. Miałam pewne opory, bo to mimo wszystko powieść dla starszych dzieci, ale doszłam do wniosku, że to nie po raz pierwszy Hania czytać będzie coś przeznaczonego dla wyższej grupy wiekowej. Pierwszy tom przeszedł bez echa, problemy zaczęły się później.

Potwory i spółka

Pewnej nocy Hania obudziła się z sennego koszmaru i nie chciała ponownie zasnąć. W rezultacie wylądowała w naszym łóżku, ale nawet wtedy miała problem, żeby się uspokoić. Następnego dnia popołudniu wprowadziło się do nas siedem różnych potworów. Mniej więcej tydzień później wprowadził się do nas także jeden duch, który w szkole otwierał i zamykał drzwi w szkolnej ubikacji. Nie pytaj dlaczego postanowił rzucić swoją fuchę i zamieszkać z nami, bo sama zachodzę w głowę. 😉

Początkowo podchodziliśmy do całej tej sytuacji ze spokojem, przecież każdy z nas bał się kiedyś potwora spod łóżka. Uznaliśmy, że to po prostu taki etap i planowaliśmy przeczekać.

Szybko okazało się jednak, że problem eskaluje i zaczyna dezorganizować nasze życie. Z powodu potworów Hania terroryzowała nas swoimi strachami. Znowu zaczęliśmy asystować jej przy wszystkich codziennych zajęciach. Młoda dosłownie nawet na chwilę nie chciała zostać sama. Nocami się przebudzała i lądowała u nas. Usypianie jej rujnowało nasze wieczory. Słowem: sytuacja wymknęła się spod kontroli.

Taylor Swift czyli Michael Jackson

Wtedy nastąpiła kolejna katastrofa. Zupełnym przypadkiem, Młoda obejrzała teledysk do lubianej przez siebie piosenki Taylor Swift „Look what you made me do”. Widziałaś go kiedyś? Delikatnie mówiąc, ktoś kto się boi potworów, nie powinien raczej oglądać takich filmików. Historia lubi się powtarzać, bo ja będąc mniej więcej w wieku Hani, miałam podobne doświadczenie. Mnie śmiertelnie wystraszył sam król popu Michael Jackson swoim „Thillerem”. Moja Mama wspomina, że wyskoczyłam jak z procy i jednym susem wylądowałam na jej kolanach, trzęsąc się ze strachu. Lata mijały, a ja chociaż doceniałam kunszt artysty, to jednak nie umiałam się do niego przekonać, nawet teraz trudno mi powiedzieć, że lubię jego twórczość. 🙂

Wpadka z teledyskiem uświadomiła nam, że nie mamy na co czekać i trzeba zacząć działać. Oto nadszedł czas na działanie antypotworowe. 🙂

Co zrobiliśmy i jakie dało to efekty przeczytasz w następnym poście, który pojawi się na blogu w poniedziałek.

Please follow and like us: