Przeprowadzka, przeprowadzka i … nadal przeprowadzka

Tęskniłaś? Ja bardzo!

Oby do wiosny

Wokół mnie wciąż piętrzą się kartony i wiele z naszych rzeczy nie znalazło nadal właściwego miejsca, ale największym problemem dla mnie w tej chwili jest to, że wciąż nie mamy podłączonego internetu. I nie będziemy mieli… aż do wiosny. Serio. Monterzy pojawią się u nas 23 marca, czyli już wiosną, a wszystko z powodu jednego kabelka, a właściwie jego braku. Nie pytaj, to drażliwy temat. 🙁

Jak bez ręki

Kiedy zaczynałam moje pisanie, natrafiłam na statystyki, z których wynikało, że większość blogów w polskiej (a pewnie nie tylko w polskiej) blogosferze, to blogi martwe. Oznacza to, że większość „blogerów” ograniczyło się do stworzenia ledwie kilku wpisów. Ponieważ w rodzinie powszechnie znany jest mój słomiany zapał, właśnie takiego końca Matkowania się obawiałam. Tymczasem pisanie do Ciebie wciągnęło mnie po uszy. Miałam parę kryzysów, przyznaję, ale wiem, że blog stał się ważną częścią mojego życia. Przez ostatnie dni czułam się źle, jak bez ręki. Mimo nawału zajęć związanych z przeprowadzką, wciąż czegoś ważnego mi brakowało, w moim życiu była niewypełniona przestrzeń. Postanowiłam to zmienić i mimo niedogodności, znowu publikuję!!! 🙂 Udostępniam sobie internet z komórki, mogę też skorzystać z darmowego Wi-Fi w lokalnym centrum handlowym. Nie będzie to łatwe, ale dla chcącego nic trudnego, a ja bardzo chcę znowu nieco Ci poopowiadać.

W międzyczasie w mojej głowie pojawiło się mnóstwo pomysłów na nowe posty, a w kolejce czekają także rozpoczęte przed przeprowadzką cykle, jak ten o kolejności urodzin. Dzisiaj, w ramach rozgrzewki, jedynie garść „przeprowadzkowych” refleksji, ale już w czwartek wracam z recenzją książki (Po Bronson, Ashley Merryman „Rewolucja w wychowaniu”), a w sobotę przeczytasz parę zdań o „średniakach”, czyli ciąg dalszy teorii kolejności urodzeń.

Co nowego u mnie?

Przede wszystkim nowy adres zamieszkania. W dodatku nowy dom jest nowy dosłownie, jesteśmy jego pierwszymi mieszkańcami. Lista rzeczy/mebli do kupienia, zdaje się nie mieć końca, ale to akurat ten typ zakupów, który uwielbiam. 🙂

Po raz kolejny przekonałam się, że dla mnie przeprowadzka to rodzaj nowego otwarcia. Pomimo ogromnego zmęczenia, nadal odnajduję w sobie nowe pokłady mocy, z których staram się korzystać jak najefektywniej. Mam jednak świadomość, że przede mną jeszcze kilka miesięcy zanim na dobre się zadomowimy.

Ludzie-ptaki, ludzie-krzaki

Jestem człowiekiem-ptakiem. Zmiana miejsca zamieszkania nie stanowi dla mnie problemu. Postrzegam ją raczej jako początek kolejnego etapu, a nie zamykanie poprzedniego. Chyba trochę inaczej podchodzi do tego H, ale post o naszej przeprowadzce, jako wyzwaniu wychowawczym jest już prawie ukończony, więc o szczegółach będziesz mogła przeczytać za tydzień.

Ogólnie całą przeprowadzkę oceniam bardzo pozytywnie. Nowy, większy dom. Nowe otwarcie. Nowy entuzjazm i nowe siły. Odbyło się nawet bez strat w ludziach i sprzęcie.

Tyle o mnie. A co u Ciebie? Jakieś zmiany? A może cenisz sobie stabilizację?

Please follow and like us:
  • Lubię przeprowadzki, chociaż kosztują wiele energii i nerwów. Też zawsze myślałam, że lubię zakupy i urządzanie, ale jak przyszło do urządzenia pustego mieszkania, to wszystko się skończyło dopiero po 3 miesiącach 🙂 Nawet często zgadzałam się z wyborem męża, żeby tylko mieć za sobą kolejne zakupy 🙂 Także życzę powodzenia w nowym domu! 😀