Rodzicielskie grzechy główne: bagatelizowanie

Nic się nie stało…

Jak często zdarzało Ci się przytulać swoje płaczące dziecko, które właśnie się uderzyło i powtarzać: „Nic się nie stało”? Zdarza się to każdej z nas. Tymczasem ta scenka najdoskonalej obrazuje jeden z największych grzechów rodziców – bagatelizowanie.

Lucy M. Montgomery napisała kiedyś, a ja jako mniej więcej dziesięciolatka zapisałam sobie w zeszycie z cytatami te słowa:

„Nic dziwnego, że nie możemy zrozumieć dorosłych, bo przecież sami nigdy dorosłymi nie byliśmy. Oni jednak byli dziećmi, więc nie pojmuję dlaczego nas zrozumieć nie mogą”.

Nie pamięta wół

Spróbuj sobie przypomnieć jaką wielką tragedią był dla Ciebie zgubiony but ulubionej lalki czy strata lizaka, który wpadł w piasek. Ja wiem, że z Twojej dzisiejszej perspektywy te dramaty wydają się być błahymi, ale dzieci tej perspektywy jeszcze nie mają.

Krzysztof Klumb

Ostatnio spędziłam czas jakiś na rozmowie o śmierci z H, którą sprowokowała jej rozpacz z powodu śmierci… Krzysztofa Kolumba. Uczyła się w szkole kim był i czego w życiu dokonał, a potem dowiedziała się również, że już nie żyje. Możesz sobie oczywiście wyobrazić, ze byłam nieco rozbawiona tą odrobinę spóźnioną reakcją na zgon Krzysztofa Kolumba, ale zrobiłam wszystko, żeby H tego nie zauważyła.

Dorośli (oczywiście w różnym stopniu) mają tendencję do tego, żeby bagatelizować dziecięce potrzeby, problemy czy smutki. To najprostsza droga do utraty zaufania najmłodszych. Czemu?

Przyjaciółka?

Wyobraź sobie, że masz przyjaciółkę, taką od serca, że w pewnych skomplikowanych okolicznościach swojego życia wybierasz się do niej na kawę. Postanawiasz opowiedzieć jej o swoich kłopotach. Bierzesz głęboki oddech i zaczynasz. Łza kręci się w Twoim oku, kiedy ponownie przeżywasz wszystko co Ci się przytrafiło. W połowie zdania Twoja przyjaciółka wchodzi w Twoją wypowiedź mówiąc: „Oj nie bądź babą i nie płacz. Nic się nie stało. Gdybyś bardziej uważała, to nie przytrafiłoby Ci się to wszystko, ale do wesela się zagoi”. Patrzysz na nią oniemiała, a ona bez wzruszenia kontynuuje: „Jak pożyjesz trochę i przeżyjesz to co ja, to zrozumiesz, że mam rację”.

Może faktycznie miała rację, może faktycznie trochę wyolbrzymiałaś swoje problemy, ale czy naprawdę poczułabyś się w tym momencie wysłuchana i zrozumiana? Czy chciałabyś kiedykolwiek znowu pójść do niej się wygadać? Czy szukałabyś rady pomocy u kogoś z takim podejściem do Twoich problemów? Dlaczego więc dzieci miałyby funkcjonować inaczej? Jeśli dzisiaj zbagatelizujesz zgubiony bucik lalki, to dlaczego oczekujesz, że za parę lat przyjdzie z innym problemem? A jaki problem będzie dość poważny dla Ciebie? Oblany test? Pierwszy zawód miłosny? Narkotyki? Może rozpoczęcie współżycia? I niby skąd, do cholery, Twoje dziecko ma wiedzieć, że to już wystarczająco poważny temat do rozmowy?

Przyjaciółka!

Właśnie teraz, kiedy nasze dzieci są małe, budujemy podwaliny naszej przyjaźni. Teraz możemy im pokazać, że mogą nam zaufać, że mogą się nas w każdej sprawie poradzić, że nikt ich nie zrozumie tak dobrze, jak mama czy tata.

Pewnie czujesz to samo co ja i chcesz ochronić swoje dziecko przed całym złem tego świata. Wiem, że będę walczyć w obronie mojej małej córeczki nawet wtedy, gdy będzie już całkiem duża i zupełnie dorosła. Chcę, żeby była pewna, że w każdym momencie swojego życia i z każdego kłopotu może mi się zwierzyć. Życie bywa skomplikowane i wiem, że niestety nieszczęścia nie omijają dobrych ludzi. Gdyby (odpukać) jako dorosła kobieta spotkała się na przykład z przemocą domową, chciałabym, żeby wiedziała, że ma bez zastanowienia wracać do domu rodzinnego, w którym spotka ją wsparcie i zrozumienie. To właśnie dziś i jutro mogę zbudować podstawy takiego przekonania.

Złoty środek

Oczywiście daleko mi do radzenia Ci, żebyś usiadła i płakała wraz z córką z powodu wspomnianego bucika. Ty od swojej przyjaciółki też nie oczekiwałabyś, żeby płakała razem z Tobą. Gdyby jednak Cię przytuliła i powiedziała coś w stylu: „Wiem, że teraz to boli, ale moje doświadczenie mówi, że jesteś dość silna, by dać sobie radę z tymi problemami”. A potem dodała jeszcze, że zawsze możesz przyjść po pomoc i pocieszenie, to pewnie skorzystałabyś z tej oferty w kolejnej trudnej sytuacji.

Bo czasem wystarczy, że ktoś przytuli i powie, że los się odmieni, a potem po prostu pozwoli wypłakać smutki na własnym ramieniu.

Please follow and like us: