Rosja – nasza podróż

 

Zapach pieczonego chleba unoszący się w powietrzu niezbicie dowodzi, że wróciliśmy do domu. Ja co prawda już jutro znowu wyjeżdżam, ale tylko na trzy dni. Tymczasem siedzę przy stole, rozkoszuję się zapachem domu i wracam we wspomnieniach do naszej czerwcowej podróży. Jestem przekonana, że każde z nas zapamięta czerwiec 2018 i podróż do Rosji do końca życia.

Jedziemy na Mundial

O tym, że w czerwcu pojedziemy do Rosji dowiedzieliśmy się w lutym. W czasie zimowego wypoczynku w Polsce dostaliśmy wiadomość od FIFA, że nasza aplikacja o bilety na grupowe mecze reprezentacji Polski została rozpatrzona pozytywnie. Nie muszę chyba pisać, że w domu fanów piłki nożnej taka informacja wzbudziła prawdziwy entuzjazm. Potem przyszła refleksja. Dwa tygodnie w Rosji, podróżowanie pomiędzy trzema miastami – gospodarzami, trzy mecze, hotele, jedzenie w restauracjach, a to wszystko w towarzystwie kapryśnej siedmiolatki. Strach zajrzał nam w oczy. 🙂

Po sprawdzeniu kalendarza okazało się dodatkowo, że musimy wracać natychmiast po trzecim meczu, żeby zdążyć do Londynu na egzamin kwalifikujący z polskiej szkoły. Zapowiadało się prawdziwe szaleństwo.

Logistyka

Planowanie wyjazdu rozpoczęliśmy natychmiast. Znalezienie przelotów, które nie pogrążą nas w kosmicznych długach, zwłaszcza na powrót, było nie lada wyzwaniem. Ostatecznie wybraliśmy: Luton – Wilno – Moskwa i nieco dłuższy powrót: Wołgograd – Moskwa – Dusseldorf – Birmingham. Oba nocą, z przesiadkami i z czekaniem na lotniskach. Martwiłam się Hanią, ale zniosła wszystko dzielnie. W samolotach, jako doświadczony lotnik, głównie spała. Gorzej było na lotniskach, bo musieliśmy sprawnie przemieszczać się między samolotami, ale my też byliśmy zmęczeni i marudni. 😉 Samo podróżowanie pomiędzy miastami – gospodarzami też okazało się być wyzwaniem. Zdecydowaliśmy się na pociągi. Przejazd na trasie Moskwa – Kazań trwał 13 godzin, z Kazania do Wołgogradu jechaliśmy 23 godziny. Znowu wybraliśmy wyjazd wieczorem, żeby Hania miała możliwość przespania części podróży. Nudę zabijaliśmy tabletem edukacyjnym, książeczkami, kolorowankami i … przygotowaniami do egzaminu. 🙂 Muszę przyznać, że mamy w domu prawdziwego małego podróżnika.

Rosja

Jestem przekonana o prawdziwości stwierdzenia, że podróże kształcą. Podróż do Rosji stała się więc dla nas okazją do nauczenia Hani wielu rzeczy o naszym wielkim sąsiedzie. Mecze rozgrywane były w Moskwie, Kazaniu i Wołgogradzie, a każde z tych miast stało się osobną lekcją.

Nie mieliśmy zaplanowanego długiego pobytu, więc przez cały czas zwiedzaliśmy praktycznie od rana do wieczora. Nasze zwiedzanie musiało być dostosowane do najmłodszego uczestnika wycieczki, więc nie goniliśmy po muzeach, z których pewnie niewiele by zapamiętała. Postawiliśmy na spacery, a piękna pogoda dodatkowo do nich zachęcała.

Nie planowaliśmy specjalnie naszej marszruty, wybieraliśmy miejsca, które chcemy zobaczyć, ale jeśli dostrzegliśmy w pobliżu coś interesującego, to po prostu szliśmy to obejrzeć. Miało to jedną złą stronę – pod koniec każdego dnia Młoda miała totalnie dosyć. Marudziła okrutnie, nic jej się nie podobało. Na szczęście marudzenia kończyły się jak ucięte nożem w chwili, gdy jej blond główka dotykała poduszki.

Kibicujemy

Na koniec pora podsumować najważniejsze, podstawowy powód naszego wyjazdu – mecze Polaków. Pominę wyniki, bo o nich napisano już wszystko, zostanę przy zabawie.

Nic nie może równać się z atmosferą na stadionach i poza nimi. Czuliśmy się częścią wielkiej, ogólnoświatowej futbolowej rodziny. Nie było rzadkością, że mijając kibiców rywali wzajemnie się pozdrawialiśmy i życzyliśmy sobie powodzenia na murawie. Robiliśmy sobie też wspólne zdjęcia. To była inna bezcenna lekcja – lekcja szacunku do rywala i gry fair.

Please follow and like us: