Świat (nie) uporządkowany

utrzymanie porządku

Teoria utrzymania porządku

Teoretycznie nauczenie utrzymania porządku każdego Malucha jest łatwe. Po prostu trzeba dawać dobry przykład i konsekwentnie wymagać jego utrzymywania. Wystarczy wdrażać małego człowieczka w sprzątanie po sobie od pierwszych dni jego życia i wszystko będzie OK.
Tyle teorii. Praktyka najczęściej wygląda inaczej. Ostatnio koleżanka skarżyła się na FB, że jej syn oznajmił, że woli dostać karę niż sprzątać pokój. Przewrotnie jej poradziłam, żeby ukarała go sprzątaniem pokoju. 🙂

Praktyka utrzymania porządku

Pozwólcie na jeszcze jedną historię z życia wziętą. Jako dziecko mieszkałam z Rodzicami w domu ogrzewanym piecami kaflowymi i, jak się pewnie domyślacie, byłam straszną bałaganiarą. Któregoś dnia moja Mama postanowiła dać mi nauczkę i po kilku prośbach o zrobienie porządku zagroziła spaleniem porozrzucanych zabawek. Groźba również nie poskutkowała, więc przystąpiła do realizacji chytrego (w jej opinii) planu. Pozbierała z podłogi najbardziej zniszczone zabawki i poszła z nimi do pieca. Szybko usłyszała za sobą moje kroki i pochopnie uznała, że osiągnęła sukces. Gdy się odwróciła zobaczyła, że stoję za nią z rękoma pełnymi zabawek do spalenia (tych, których ona oczywiście nie miała ochoty spalić). Ta sama metoda wychowawcza zastosowana przez moją Teściową na A poskutkowała i od tej pory wystarczyło pokazać mu piec, by ochoczo zabierał się do sprzątania.

Kiedy H była młodsza (około dwuletnia), puchłam z dumy i opowiadałam wszystkim naokoło, jak pomaga mi w robieniu prania i innych pracach domowych. Wszystkie bardziej doświadczone koleżanki twierdziły, że jej to przejdzie. Nie wierzyłam. Przeszło.

Przedszkolak a utrzymanie porządku

Teraz jest posiadaczką ogromnej ilości przeróżnych zabawek. Dokładnie tak, POSIADA ich całe mnóstwo, ale bawi się małą ich częścią. Co niestety nie oznacza, że jest skłonna się z nimi rozstać.

To co naprawdę mnie cieszy to zapał H do prac twórczych. Uwielbia malować, rysować, wyklejać, kolorować, przez dłuższy czas potrafi zajmować się ciastoliną czy klockami. No tak, bardzo mnie cieszy, że ona się tym chętnie bawi, ale poziom bałaganu, który przy tym generuje i równoczesna niechęć do sprzątania doprowadzają mnie do rozpaczy. Prośby, groźby, tłumaczenia nie na wiele się zdają. H zawsze kategorycznie żąda pomocy. Jest to pułapka zastawiona przez moją sprytną córkę. Jeśli pomagający nie jest wystarczająco czujny szybko staje się jedynym sprzątającym. Więc „pomaganie” jej przy sprzątaniu, tak naprawdę jest stałym przypominaniem jej, że zamiast się bawić ma sprzątać.

Generalnie H ma jednak duże zmiłowanie do porządku. Zdarza się jej być oburzoną, że wieczorem nie dałam rady dostatecznie ogarnąć mieszkania. Wyraża też zadowolenie, gdy wysprzątam jej pokój, zauważa nawet umyte okno.
W czym rzecz, że dziecko, które lubi porządek nie lubi sprzątać? No to teraz szczerze, z ręką na sercu. Czy sprzątalibyście Wasze mieszkania, gdybyście mieli pewność, że wcześniej czy później ktoś wreszcie zrobi to za Was? Ja nie. Poczekałabym. 🙂 Dokładnie to samo robi H.

Desperacja matki

Radykalne rozwiązania? Przecież nie wyrzucę zabawek, za które sama zapłaciłam i naprawdę jestem zadowolona, że się nimi bawi (ciastolina, klocki, farby), reszty nie rozwala, bo się nie bawi. 😉 Próbowałam „aresztu tymczasowego”, chowałam rozwalone zabawki do naszej szafy. Cóż. Wtedy sięgała po te mało twórcze, albo marudziła o bajki w TV, albo się nudziła. Byliście kiedyś sam na sam ze znudzonym przedszkolakiem? Nie polecam. Wolę jak sobie tworzy.
Próba przeczekania? Nie ma szans. W tej materii oczywiste jest, że to ja pierwsza nie wytrzymam. Zwłaszcza, że H ma pozwolenie na malowanie farbami i zabawę ciastoliną jedynie w dużym pokoju (tylko tam mamy na podłodze panele) i do czasu kiedy uda nam się kupić coś na własność pewnie się to nie zmieni.

Miałam inny plan. Nie pozwalałam na inną „działalność” (na przykład oglądanie bajki), dopóki nie posprząta porozwalanej ciastoliny. Skutkowało, odpuszczała bajkę i dalej bawiła się ciastoliną. 🙂 No, ale kiedyś musi iść spać. Co czyni bardzo niechętnie, więc informacja, że ma posprzątać PRZED pójściem spać, to woda na jej młyn.

Mamy więc klasycznego pata. Ha, ha, ha chciałabym, żeby to był pat, ale wygląda na to, że jestem szachowana z opcją na mata. „Pomagam” sprzątać i marudzę, żeby przestała się bawić, a zaczęła sprzątać. Wychwalam pod niebiosa, jak czasem coś sprzątnie sama (trzeba jej powiedzieć, że to było „bardzo dorosłe”). Kiedy indziej uciekam się do przekupstwa. I marzę o chwili, kiedy zaczną w domu pojawiać się kandydaci na zięcia, bo chyba wtedy zacznie sprzątać, co?
Ktoś ma inne pomysły? Prooooszę…

Please follow and like us: