Daj lajka

daj-lajka

To oczywiste, że dzisiejszy świat pędzi na oślep, a my razem z nim. Rzadko kiedy mamy czas na refleksję, na zatrzymanie się w tym pędzie. Nawet chwila „relaksu” na Facebooku, to często pospieszne przeskrolowanie wielu postów stworzonych lub udostępnionych przez znajomych. Tu szybki lajk, tam udostępnienie. Doskonale docierają do nas memy, które nie zmuszają do zatrzymania się. Oblukasz, lajkujesz i pędzisz dalej. W fali śmiesznych filmików (sprawiły, że uznałam koty za najdziwniejsze zwierzęta świata), dowcipnych memów czy politycznych żartów rysunkowych, docierają do Ciebie także informacje poważne. Te o zaginionych lub chorych dzieciach i dorosłych, te o głodujących ludziach w odległych krajach i te o biednych zwierzętach. Chwytają za serce. Udostępniasz lub lajkujesz, żeby dotarły dalej, żeby pomóc, żeby reszta świata też się dowiedziała.

Dzisiaj poproszę Cię o moment zatrzymania, o zastanowienie się nad tym typem postów właśnie. O chwilę uwagi, zanim udostępnisz czy polubisz. Z paru powodów.

Daj lajka

Pierwszy jest brutalny. Częstokroć zdjęcia biednych, głodujących dzieci z krajów afrykańskich, są jedynie narzędziem do wyłudzenia Twojego lajka. Zaskoczyłam Cię? Nie wiesz o co chodzi?

Sprawa jest prosta. Te profile facebookowe, których posty dostają dużo polubień lub są chętnie udostępniane, są przez Facebooka szczególnie lubiane. Działa to podobnie jak wyszukiwarka Google. Zauważyłaś, że jeśli wpisujesz w jej pasek interesujące Cię hasło, to szybko pojawia się podpowiedź? Kolejność zaproponowanych stron również nie jest przypadkowa. Wszystko zależy od tak zwanego SEO (Search Engine Optimization) czyli pozycjonowania. W skrócie: im popularniejsza strona, tym częściej Google ją poleca. 🙂 Na Facebooku jest podobnie, im więcej lajków dla profilu, tym większe wsparcie FB dla jego promowania.

Marketingowi oszuści

Dlatego „spryciarze” od mało eleganckiej promocji w sieci, często tworzą takie chwytające za serce posty. Daj lajka, a piesek ze zdjęcia dostanie kostkę. Ty dajesz „lajka”, a piesek dostaje … Cóż, nie będę się wyrażała.

Powstają nawet całe oszukańcze profile. Jednego dnia biją rekordy polubień dla Jana Pawła II albo zmarłej, lubianej celebrytki, a następnego sprzedają zestawy chińskich noży kuchennych, korzystając z rekordu polubień profilu.

Facebook nie daje pieniędzy dla piesków za lajki, nie promuj marketingowych oszustów.

Udostępnij proszę

Spotykasz także posty z prośbą o udostępnienie informacji, że ktoś zaginął albo potrzebuje określonej grupy krwi, albo być może zbiera fundusze na kosztowną operację. Znowu namawiam do sprawdzenia. Nie dlatego, że podejrzewam nieuczciwość ich autorów, ale dlatego, że bezrefleksyjne udostępnianie nie jest często działaniem dobrym. Czemu?

Podobnie, jak Ty, ja też czasem udostępniam takie informacje, ale zawsze je wcześniej sprawdzam. Zazwyczaj wystarczy jedno lub dwa kliknięcia, by dowiedzieć się, czy warto przesłać informację dalej.

W sieci nic nie ginie

Pamiętaj o tym proszę. Często zdarza się, że moi znajomi „poszukują” osób, które zaginęły parę lat temu. Czasem poświęcając chwilę na sprawdzenie takiej wiadomości dowiaduję się, że ta osoba już się odnalazła (super!) albo, że policja odnalazła jej ciało (o cholera…).

Zastanów się. Gdybyś szukała kogoś bliskiego, najpewniej skorzystałabyś z mocy Facebooka i wcale się temu nie dziwię. Gdyby jednak (czego oczywiście nikomu nie życzę) zrealizował się czarny scenariusz, to czy w trzy lata po pogrzebie chciałabyś napotkać w sieci informację, że ktoś właśnie udostępnił tamtego rozpaczliwego posta, którego opublikowałaś kiedy jeszcze tliła się w Tobie nadzieja?

Statystyki są brutalne, jeśli ktoś, a zwłaszcza dziecko, nie odnajdzie się szybko, to najczęściej nie odnajduje się żywy. Jeśli więc udostępniasz post sprzed paru lat, to prawdopodobnie sprawa jest już tak czy inaczej zamknięta.

Podobnie zresztą ma się sprawa z apelami sprzed pięciu lat o pomoc finansową na pilną operację. Albo operacja już się odbyła, albo nie jest już potrzebna. Brutalne, ale prawdziwe.

Wspieraj organizacje

Na koniec jeszcze jedno. Jeśli bezrefleksyjnie udostępniasz takie posty, oznacza to także, że wcale nie zwracasz na nie uwagi. Naprawdę zapamiętałaś buźkę tego poszukiwanego pięć lat temu dziecka, skoro nie sprawdziłaś, że odnalazło się po dwóch dniach? Rozpoznasz je na ulicy? Przecież nie ma już ośmiu, tylko trzynaście lat…

Proszę. Jeśli naprawdę chcesz pomóc, zrób to z głową. Istnieje wiele organizacji i fundacji niosących pomoc potrzebującym. Standardem jest, że mają swoje strony w internecie i profile na Facebooku. Wybierz którąś z nich i wspieraj jej istnienie w sieci udostępniając to, co opublikowała. Będziesz miała pewność, że nie udostępniasz informacji bezwartościowych. A jeśli nadal zamierzasz przesyłać dalej informacje prywatne, to (na miłość boską) sprawdź je wcześniej.

A jeśli ten tekst wrócił Twoją uwagę na ważny temat i chciałabyś, żeby Twoi znajomi również go przeczytali, to udostępnij go na swojej tablicy albo daj lajka. 🙂

Please follow and like us: