Dziecko należy do rodziców

Biłgoraj 2017

Wydarzenia ostatnich dni w Biłgoraju nie są jednoznacznie czarno-białe. Jestem przekonana, że rodzice mieli prawo do wielu informacji, których im odmówiono. Lekarze zaś mieli wiele obowiązkowych procedur, które powinni byli przeprowadzić. Jestem w stanie zrozumieć racje obu stron, podobnie jak nie rozumiem wcale ich ostatecznie ekstremalnych działań. Wiele wskazuje na to, że mieliśmy po prostu do czynienia ze splotem zdarzeń, których nikt w porę nie wyhamował, choć mogły to zrobić obie strony. Nie przeczytasz więc dzisiaj mojego stanowczego poparcia dla jednych ani dla drugich. Napiszę Ci za to o moim zdecydowanym sprzeciwie wobec komentarzy różnych osób.

Dziecko należy do rodziców

Przy okazji sprawy z Biłgoraja padło wiele słów. Różnych słów. Tych mądrych i tych głupich. Mam jednak wrażenie, że bardzo często powtarzany był pewien, bulwersujący mnie zwrot. Gotowa jestem nawet się założyć, że były to słowa najczęściej używane przez obrońców poszukiwanych rodziców. Cztery słowa, które stanowić miały ostateczny argument. Słowa, które zamykać miały wszelką dyskusję. Słowa, które działały i działają na mnie jak płachta na byka:

„Dziecko należy do rodziców”

Otóż nie

Dziecko należy do siebie samego. Dziecko jest podmiotem, a nie przedmiotem.

Wydawać by się mogło, że w cywilizowanym kraju podmiotowość dzieci jest absolutną i bezdyskusyjną oczywistością. W zeszłym tygodniu jednak w to zwątpiłam.

Moja córka nie należy do mnie, podobnie jak Twoje dziecko nie należy do Ciebie. Im szybciej sobie to uświadomimy, tym skuteczniej i łatwiej je wychowamy. Dzieci to wielka odpowiedzialność, która spoczywa na barkach rodziców, to wielki obowiązek. W tym kontekście (wykazując wiele dobrej woli) rozumiem, że dla wielu osób powtarzających irytujące mnie słowa, stwierdzenie „należy” oznacza, że jest to tylko i wyłącznie odpowiedzialność rodziców.

To też nie jest prawda

Podejmowałam podobny temat już prawie dwa lata temu:

Umowa społeczna

Nie mów mi, że nie słyszałaś o istnieniu ludzi, którzy nigdy nie powinni byli zostać rodzicami. Gdybyśmy jako społeczeństwo przyznali wszystkim rodzicom prawo do wyłącznego decydowania o losie ich potomstwa, to oddalibyśmy los niektórych dzieci w ręce skrajnie nieodpowiedzialnych jednostek.

Nie sądzę, że wśród czytelniczek mojego bloga znalazłaby się taka osoba, która słysząc o tym, że policja interweniowała odbierając dwulatka spod „opieki” pijanej matki z oburzeniem zakrzyknie: „A co to ich obchodzi?! Jej dziecko – jej sprawa!”. Nie sądzę, że ktokolwiek przy zdrowych zmysłach postulowałby pozostawienie regularnie obijanego pięciolatka pod opieką matki i jej konkubenta. I wreszcie – gdy czytasz o tym, że trzylatek został zatłuczony na śmierć, to nie przebiega Ci przez głowę myśl: „Gdzie była policja/ opieka społeczna?”.

Tak, dobrze wiem, że rodzice z Biłgoraja kierowali się tym co uważali za najlepsze dla swojego dziecka. I nie próbuję postawić ich obok mamy Madzi czy innych jej podobnych. Muszę jednak zadać pytanie klucz:

Jak odróżnić normalnego rodzica od tego patologicznego?

Jak często oglądając w telewizji wywiady z sąsiadami pobitego dziecka słyszysz, że to była „normalna rodzina”?

Gdzie przebiega granica pomiędzy rodzicami, którzy świadomie chcą decydować o niepoddawaniu dziecka koniecznym procedurom medycznym a tymi, którzy namawiani przez szamana – znachora doprowadzają własne dziecko do śmierci głodowej? Oni przecież też chcieli dobrze.

I wreszcie inne bardziej medyczne pytania:

Gdzie przebiega granica rezygnowania z procedur medycznych? Czy chirurg ma operować dziecko bez podania narkozy tylko dlatego, że rodzice pod wpływem jakiś rewelacji rodem z Googla nie wyrazili na nią zgody? A może powinien spokojnie patrzeć jak kilkulatek umiera na jego rękach z powodu banalnego zapalenia wyrostka robaczkowego?

Wiem, przerysowuję, ale wciąż pytam gdzie jest granica i kto powinien ją wyznaczać. Na koniec mam jeszcze trudne społecznie pytania.

Czy jeśli dziecko rodziców z Biłgoraja za miesiąc dostanie wylewu krwi do mózgu, co może być efektem niepodania mu witaminy K, to będziesz miała odwagę powiedzieć im, że to tylko i wyłącznie ich wina? Czy powinni wtedy ponieść odpowiedzialność karną? A jeśli wtedy to dziecko będzie w jakiś sposób niepełnosprawne czy rodzice powinni dostać jakąś rentę lub inną formę pomocy od państwa?

Please follow and like us: