Kobieca solidarność

Powszechna opinia głosi, że solidarność płci dotyczy jedynie męskiej części naszego świata. Gdyby zapytać jakąkolwiek kobietę o jej doświadczenia w tej materii, gotowa będzie bez zastanowienia wymienić choć parę przykładów na „bezinteresowną złośliwość” innej kobiety, która ją spotkała.

TV Show

Skacząc po kanałach któregoś razu, natrafiłam na realizowany w Polsce program, w którym pary małżeńskie rywalizują między sobą o dom. Akurat w tym konkretnym odcinku nastąpiła nieoczekiwana korekta zasad eliminacji uczestników. Do tej pory każda para oddawała jeden głos na inną parę, w tym odcinku (nie wiem czy w następnym także, bo nie jestem stałą widzką programu) głosy oddawane były indywidualnie na poszczególnych uczestników i odpaść miała ta para, która w sumie zbierze najwięcej punktów. Głosowało pięć par i w sumie z dziesięciu oddanych głosów, aż dziewięć zostało oddane na kobiety.

Zanim, jak moja Mama, powiesz, że program jest merytoryczny, więc i głosowanie pewnie takie było przeczytaj niektóre argumentacje uczestników. (Byłam pod takim wrażeniem tego co zobaczyłam, że sobie ten fragment programu nagrałam, stąd cytaty).

„Bo mamy najmniejszy kontakt”, „bo poddaje się łatwo manipulacji”, „bo wydaje mi się, że ma coś na sumieniu”.

To panie. A panowie?

„Bo jest naiwna”, „bo zachowywała się jak liderka”, a to najlepsze: „z facetami jestem blisko, więc skupię się na kobietach”.

Jedyny głos oddany na mężczyznę był argumentowany podobnie: „jest mi do niego najdalej”. Rzeczywiście bardzo merytorycznie.

O takim, kobiecym, choć mało ludzkim, podejściu do kobiet pisałam już dawno. Wtedy o relacjach między matkami.

Matka matce wilkiem…

W ujęciu ogólnym często wcale nie jest lepiej.

Jestem farciarą

Nie wiem czy to jakaś cecha mojego charakteru, czy po prostu ślepy traf, ale udało mi się stworzyć wokół siebie parę kręgów fantastycznych kobiet. Myślę zarówno o tych oczywistych, najbliższych mi: Mamie i Siostrze czy moich dwóch NP (Najlepszych Przyjaciółkach), ale także o tych z nieco dalszych.

Do napisania tego posta zainspirowały mnie życzenia Świąteczne przysłane przez Sylwię. Użyła w nich TEGO wielkiego słowa: „przyjaciółko”. Chociaż nigdy wcześniej tego nie powiedziałam, to właśnie nim oddała najlepiej to, co czuję, gdy o niej myślę.

Uświadomiłam sobie, jaką jestem farciarą. Sylwia, Agnieszka, Monika, Basia, Marta czy Asia – dziewczyny, które znam od wielu lat. Spotkania z nimi potrafią naładować moje baterie na długie miesiące. Wszystkie są moimi przyjaciółkami, na wszystkie razem i na każdą z osobna naprawdę mogę liczyć.

Są też inne. Babeczki, które tworzą kolejny krąg – koleżanki. Jak na przykład Sylwia, Magda i Joanna, z którymi nigdy nie widziałam się poza internetem, a które w ramach grupy wzajemnego wsparcia zwanej mastermindem, służą mi radą, wspierają swoim doświadczeniem i najzwyczajniej w świecie dają kopa w tyłek, gdy dochodzę do wniosku, że pewnie nikt nie czyta mojego bloga i w ogóle to co robię w sieci nie ma sensu. Są w tym kręgu także moje koleżanki z obecnej pracy. Paulina, Kasia, Klaudia czy Marta potrafią ubawić mnie do łez i sprawiają, że jeszcze znajduję powód do wstawania o piątej nad ranem.

Gdzie się nie obejrzę natrafiam na spojrzenia i uśmiechy silnych, inteligentnych kobiet w moich otoczeniu. Czy to znaczy, że teoria, o której pisałam na wstępie jest fałszywa? Czy może jestem jedynie wyjątkiem potwierdzającym niewesołą regułę?

Kobieca solidarność dla wybranych

Myślę, że przez lata wypracowałam w sobie cudowną umiejętność, której większość kobiet niestety nie ma. Nauczyłam się eliminować ze swojego życia osoby, których towarzystwo źle mi służy. Po prostu się odcinam. Jeśli się zastanowić, to w większości przypadków odcinałam właśnie kobiety. Moje doświadczenia są podobne do doświadczeń innych kobiet. Kobieca solidarność nie istnieje.

Zdecydowanie natomiast istnieje prawdziwa kobieca przyjaźń, trzeba tyko umieć znaleźć te właściwe kobiety. Mnie się to udaje, może dlatego, że (jakby to nie zabrzmiało) po prostu lubię kobiety. 🙂

Ostatnia refleksja

W trakcie pisania tego tekstu naszła mnie jeszcze jedna refleksja. Być może jest tak, że choć kobiety są słabsze od mężczyzn we wspieraniu innych osób tej samej płci, to jednak lepiej od nich wchodzimy w głębsze relacje. Może dlatego zazwyczaj kobiety mają parę 100 % przyjaciółek, a mężczyźni stadko kumpli?

Please follow and like us: