Matka matce wilkiem…

matka matce

Matka to takie bardzo dziwne stworzenie.

Z jednej strony matki są bardzo silne, czasem wydawać się może wręcz niezniszczalne. Widać to najlepiej w momentach, gdy coś zagraża (realnie lub nie) naszemu potomstwu. Potrafimy wykrzesać z siebie niewyczerpane niemal pokłady energii, gdy okazuje się, że nasze maleństwo cierpi na katarek lub siedzieć do późnej nocy szyjąc na przykład kostium kapusty na szkolne przedstawienie następnego dnia, bo maleństwo całkowicie zapomniało wspomnieć o tym dwa tygodnie wcześniej. Nie napiszę tutaj o sytuacjach bardziej dramatycznych, bo te ocierają się o prawdziwe bohaterstwo, a to zasługuje na osobny post.

Matka ma też drugie oblicze, najczęściej skrywane nawet przed najbliższymi, które zaobserwować można jedynie głęboką, bezksiężycową nocą, gdy wszyscy domownicy spokojnie śpią. Znasz to doskonale. To ta strona każdej matki, która zrobiona jest chyba z najdelikatniejszej chińskiej porcelany epoki Ming. Delikatna, krucha mimoza, niezwykle łatwa do zranienia. Nie mów, że tak nie masz, każda z nas tak ma. Co najbardziej rani matkę? „Życzliwe” komentarze innych matek, nie tylko tej własnej czy partnera, ale także tych obcych z placu zabaw czy parku.

Matka matce wilkiem…

Kiedy publicznie przyznaję, że H urodziła się poprzez planowane cesarskie cięcie, nierzadko zauważam TO spojrzenie. Nikt nie pyta „dlaczego”. Jedne matki po prostu przechodzą nad tym do porządku dziennego, inne mają gotową odpowiedź: „pewnie ważniejsze były mityczne mięśnie Kegla niż dobro dziecka”. W poście Rodzicielstwo cz. 2 napisałam Ci o tym, że H nie tylko była ułożona pośladkowo, ale jeszcze postanowiła się urodzić w ekwilibrystyczny sposób.

Przykłady można mnożyć. Często zdarza się, że kobiety karmiące mlekiem modyfikowanym swoje noworodki napotykają potępiające spojrzenia matek „cycowych”. Jakby nie istniała możliwość, że w wyniku powikłań po porodzie po prostu straciły możliwość karmienia naturalnie. W drugą stronę też to działa. Wiele matek karmiących piersią dzieci dwuletnie, traktowanych jest jak wariatki.

Chcesz więcej?

Tak to pewnie sama miałaś. Ja biję się w piersi, bo mnie się zdarzyło. Wyobraź sobie taką sytuację:

Twoje słodkie, trzymiesięczne dziecko rozkosznie śpi w wózku, a Ty spokojnie spacerujesz pomiędzy marketowymi regałami. I nagle, za którymś z zakrętów (najpewniej w dziale z zabawkami lub słodyczami) napotykasz scenę rodem z najczarniejszych matczynych koszmarów. Oto na podłodze leży, tak na oko, trzylatek i wyje wniebogłosy, bo koniecznie pragnie dostać……. (wstaw właściwe: samochodzik, samolocik, klocki, czekoladę, lizaka, jajko niespodziankę). Jego stojąca obok matka, wygląda tak, jakby za moment sama miała paść na podłogę i zacząć wyć tak samo jak potomek. Pierwsza myśl? Ale szczerze! „MOJE dziecko NIGDY tak nie będzie się zachowywało!” Pewnie nawet nie powiedziałaś tego na głos, ale ona to widziała w Twojej twarzy. Ona tego wieczora będzie siedzieć i rozmyślać jaką beznadziejną jest matką, jak nic nie ogarnia, jak nawet głupiego mleka kupić nie potrafi… Ot takie spontaniczne samobiczowanko. Możliwe nawet, że Twoje dziecko rzeczywiście nigdy się tak nie zachowa. H tego nam nie zrobiła, ale za to kiedyś napiszę Ci, jaką walkę stoczyłam pewnego pięknego poranka, kiedy postanowiła zakończyć swoją krótką karierę w przedszkolu. 🙂

Pewnego razu przeczytałam, że najlepsze co można zrobić widząc taką scenkę, to po prostu życzliwie uśmiechnąć się do matki zbuntowanego trzylatka i dać jej tym samym niewerbalne wsparcie.

Są też przykłady wołające o pomstę do nieba.

Każdą z nas, wcześniej czy później, dopadnie dół totalny. Wcześniej lub później zaczniesz się zastanawiać: „na cholerę mi to było”… Nawet jeśli będzie to myśl, która przetoczy się przez Twoją głowę lotem błyskawicy, to jestem przekonana, że się pojawi. Czasem jednak jest gorzej, pojawia się frustracja i zrezygnowanie. Wierz mi, matka, która przestaje udawać polukrowane, różowe życie rodzinne i otwiera się przed Tobą, żeby opowiedzieć o tym, jak bardzo rodzicielstwo ją przerasta w tym momencie, naprawdę jest na granicy załamania. Najgorsze co możesz wtedy zrobić to pokazać jej, że uważasz, że jest z nią coś nie tak. Zdarzało mi się niestety czytać lub wysłuchiwać takich historii. „Rozmawiałam z siostrą/przyjaciółką/ koleżanką, a ona mi powiedziała, że przecież to dziwne, że nie mam instynktu macierzyńskiego, że ona świetnie sobie radzi z trójką dzieci, pracą zawodową i pisaniem doktoratu”. Za każdym razem wtedy trafia mnie szlag.

Mam teorię, że matka matce wilkiem staje się najczęściej wtedy, gdy sama już sobie nie radzi. Widziałaś ostatnio w internecie takiego mema?

Matka matce wilkiem

Niby nic, niby mówi, żeby się nie przejmować drobiazgami. Ale pierwsza myśl, jaka mi przyszła do głowy, była nieco przewrotna. W moim domu staram się mieć porządek, dlatego pracuję nad organizacją czasu, naprawdę rzadko zdarza się, żeby podłoga się kleiła albo zalegały tony prania. Czy to znaczy, że nie jestem dobrą mamą???!!!

Matka matce wsparciem?

Powiedzmy sobie szczerze. Najlepsze co możesz dać swojemu dziecku, to spokojna, wyluzowana mama. Szczęśliwa mama. Jedyny sposób na bycie szczęśliwą mamą, to skrojenie macierzyństwa na swoją miarę, a nie wciskanie się w sztywne i przyciasne schematy „dobrych matek”. I jeszcze jedno: życie każdej matki byłoby dużo łatwiejsze, gdyby mogła liczyć na wsparcie innych.

Może zmieńmy hasło: matka matce wilkiem, na lepsze: matka matce wsparciem, bo przecież Moc jest kobietą:

moc jest kobietą

 

Please follow and like us: