Metoda 3-5-7

Instynkt macierzyński

Wydawać by się mogło, że skoro od tysiącleci kolejne pokolenia rodziców wychowują swoje potomstwo, to mamy wbudowany jakiś wewnętrzny system, który uaktywnia się przy narodzinach dziecka i pozwala nam na podejmowanie jedynych, słusznych działań wychowawczych. Okazuje się jednak, że omamieni bajeczką o instynkcie macierzyńskim, rodzice brutalnie zderzają się z rzeczywistością. Zrozumienie, że do dzieci nikt nie dołącza instrukcji obsługi może być szokujące. 😉 Jeśli chciałabyś przeczytać dlaczego twierdzę, że instynkt macierzyński nie istnieje, zajrzyj tutaj:

Po Bronson, Ashley Merryman Rewolucja w wychowaniu

Sprawy dodatkowo komplikuje fakt, że każde dziecko jest inne. Rodzice muszą więc znaleźć odpowiedzi na tysiąc pytań. Nie ma chyba na świecie takiej matki, która nie rozważałaby wielokrotnie podstawowych kwestii. Czy dziecko zjadło wystarczająco dużo? Czy nie jest za grubo/ zbyt cienko ubrane? Czy werandować? Czy używać talku/ oliwki/ smoczka? Czy spać z dzieckiem? I wiele innych.

To naturalne, że wielu życzliwych ludzi, kierując się najlepszą wolą, będzie na te pytania chętnie odpowiadało. Niestety, najczęściej będą to zupełnie różne odpowiedzi. Czasem zdarza się, że w desperacji rodzice poszukują radykalnych rozwiązań. Wtedy w odmętach internetu i znajduje „porady”, od których włos na głowie się jeży.

Internetowe dyskusje

Nie ukrywam, że piszę tego posta zainspirowana dyskusją na Facebooku. Jedna z mam zapytała swoje znajome czy próbowały usypiania niemowlaków metodą „3,5,7” i czy są z niej zadowolone, bo ona próbowała i zadziałało. Miałam wtedy ochotę zacytować Jane Nelsen autorkę Pozytywnej Dyscypliny: „Strzeż się tego, co działa”. Większość komentarzy pod tym zapytaniem była mniej więcej taka: „raz spróbowałam, ale nie dałam rady”. I ja się wcale nie dziwię. Nie byłabym sobą, gdybym też nie skomentowała…

Zacznę jednak od tego czym jest metoda 3-5-7

Pisząc pokrótce założenia są banalnie proste. Wieczorem zostawiasz swojego niemowlaka w łóżeczku, gasisz główne światło i wychodzisz. Początkowo na trzy minuty. Nie wracasz, nawet jeśli dziecko wrzeszczy wniebogłosy. Potem wracasz, mówisz mu, że je kochasz, że wszystko jest w porządku, a Ty jesteś w pokoju obok. Później znowu wychodzisz. Tym razem na pięć minut. Sytuacja się powtarza, a Ty następnym razem wychodzisz na siedem minut.

Zastanawiasz się czemu mój komentarz nie skrzył entuzjazmem dla tej metody?

Już spieszę z wyjaśnieniami.

Jednym z głównych zadań rodziców jest zapewnienie dziecku poczucia bezpieczeństwa, to przecież oczywiste. Teraz się zastanów: W jaki sposób kilkumiesięcznych maluch może zawołać mamę? Jak może jej powiedzieć, że się boi, że mu źle? Płacze. Mamy więc taka sytuację. Twoje dziecko woła: „Mamo, boję się! Mamo, pomóż mi!”, a Ty sobie siedzisz w pokoju obok i wpatrujesz się w zegarek, bo jeszcze nie nadszedł czas, żeby je uspokoić. Dałabyś radę?

Kilkumiesięczny maluch nie rozumie, że mama jest w pokoju obok. W tym wieku dzieci uważają, że osoba, którą tracą z oczu, po prostu znika. A gdyby sytuację odwrócić? Gdybyś to Ty była PEWNA, że Twoje dziecko zniknęło? Spróbuj to poczuć. Przerażające? Mnie sama myśl mrozi serce! A pewność? Nie, nie umiem sobie tego wyobrazić.

Czy to w ogóle nie ma sensu?

Są oczywiście takie dzieciaki, które nie potrzebują asysty rodziców przy zasypianiu. Odłożone do łóżeczka zasypiają bez płaczu dosłownie w chwilę. Oczywiście są, ale w mniejszości. 🙂

Stopniowe przyzwyczajanie dziecka do samodzielnego zasypiania samo w sobie nie jest złe, ale gdy dotyczy starszych dzieci. Kiedy H miała mniej więcej cztery lata, zaczęliśmy ją zostawiać w łóżku po wieczornym czytaniu. Mówiłam jej wtedy, że idę siusiu albo zrobić coś w domu, zostawiałam włączoną lampkę i kołysanki, obiecywałam, że wrócę za chwilę dać jej całusa na dobranoc. Wracałam zgodnie z obietnicą i za każdym razem, kiedy zawołała. Na początku było to uciążliwe, czasem zostawałam z nią nawet dopóki nie zasnęła. Wkrótce Młoda przyzwyczaiła się do nowej wieczornej rutyny.

Teraz ma sześć lat i nasz wieczór wygląda tak:

Najpierw trochę czytamy przytulając się do siebie w łóżku, potem włączam jej jeszcze jakąś bajkę do słuchania z płyty i zostawiam małą lampkę. Wychodzę. Rzadko zdarza się, że woła. Chyba, że dzień był wyjątkowo ekscytujący albo następnego dnia czekają ją wyjątkowe wydarzenia. 🙂 Zdarza się i tak, gdy jest chora lub obudzi się z koszmaru, że prosi, żebym zabrała ją do mojego łóżka kładąc się spać, rozumiem jej potrzebę i spełniam taką prośbę.

Na koniec zdradzę Ci największą tajemnicę mojego matkowania: dzieci są ludźmi! Wiem, że nie brzmi to zbyt odkrywczo, ale traktowanie dziecka, jak równego sobie człowieka, przy zachowaniu odpowiedniej skali i dodanie do tego znajomości kolejnych etapów rozwojowych, pozwala na zrozumienie wielu jego zachowań. To już wszystko by być wystarczająco dobrym rodzicem, a o to przecież nam chodzi.

Please follow and like us: