… oraz że Cię nie opuszczę

Oraz że Cię nie opuszczę

… oraz że Cię nie opuszczę…

Kiedy dostałam od B SMS’a, że właśnie została szczęśliwą rozwódką, nadal nie mogłam uwierzyć, że pół roku wcześniej rozstali się z M. To było małżeństwo, które można było stawiać za wzór. Związali się ze sobą jeszcze w szkole, wcześnie zostali rodzicami i mimo wielu kłopotów, które ich spotykały, wciąż trwali ze sobą, pokonując wyboje na wspólnej drodze. Najdłuższy związek wśród naszych znajomych. Bywały dni, kiedy szczerze zazdrościłam B jej dojrzałego, spokojnego związku, zwłaszcza w burzliwych początkach mojego. 🙂 Nie byli idealni, polukrowani. Tak jak wszyscy, kłócili się ze sobą, miewali ciche dni, ale potrafili rozmawiać, dochodzić do kompromisów. Nawet jeśli jednego dnia B siedząc ze mną przy kawie przeklinała siarczyście opowiadając o „genialnym” pomyśle M, to obie wiedziałyśmy, że za dwa dni, a najdalej za tydzień, jakoś sobie wszystko poukładają i spotkają się w pół drogi.

A potem nadszedł ten dzień i po rozmowie z moją i B wspólną znajomą, długo siedziałam wpatrzona w ścianę zastanawiając się, czy jest jeszcze cokolwiek stałego na tym świecie. M spakował się i wyprowadził się z domu. Do kobiety. Niewiele od B młodszej, samotnie wychowującej małe dziecko. Takich decyzji nie podejmuje się pod wpływem chwili, taki ruch musi być przemyślany. Jego związek „na boku” musiał trwać od jakiegoś czasu…

Mniej więcej równocześnie podobny kryzys dopadł innych moich znajomych. Małżeństwo z dwudziestoletnim prawie stażem. On wiele godzin każdego dnia w pracy, ona w domu z trójką dzieci. I ona poczuła się zaniedbana, zapomniana, a młody sąsiad był taki uprzejmy i prawił komplementy. Przez pół roku dowartościowywała się w jego ramionach i samochodzie małżonka. 😉 W końcu mleko się rozlało. Nie wiem czy kiedykolwiek uda im się poskładać związek na nowo. Pozostała jednak odpowiedzialność za dzieciaki. B i M mieli łatwiej, ich syn jest już dorosły, żyje swoim życiem.

Brak odwagi?

Kiedy sobie myślę o M i o żonie kumpla, to wiem, że nie mogłabym się z nimi zaprzyjaźnić. Nie chodzi mi o to, że ich nie lubię, bo lubię. Ja im nie ufam i pewnie nie umiałabym zaufać nigdy. I znowu! Problemem nie jest dla mnie to, że związali się z kimś innym, bo chociaż przysięgali: „oraz że Cię nie opuszczę”, to rozumiem, że można pokochać kogoś innego. W końcu serce nie sługa… Problemem dla mnie jest to, że oboje byli w dwóch związkach równocześnie. Żadne z nich nie pomyślało nawet o osobie, z którą spędziło wiele lat i dorobiło się dzieci. Chodzi mi o elementarny szacunek, na który ich współmałżonkowie po prostu zasługują.

Gdy ostatnio spotkałam się z B i rozmawiałyśmy o tym, to właśnie to mi powiedziała, że M powinien mieć dość odwagi, żeby odejść od niej ZANIM wskoczył do łóżka innej. I właśnie o odwagę i prawdę w tym wszystkim chodzi. O odwagę powiedzenia: „jest mi z Tobą źle, chcę odejść”. Gdyby M rozstał się z B dlatego, że ich związek się wypalił, a potem poszukał kogoś innego… Gdyby nawet miał dość odwagi, by powiedzieć, że poznał kogoś i jest nim zafascynowany i odchodzi, żeby spróbować jak to będzie… Zyskałby mój szacunek, miałby moją przyjaźń. Niestety tego nie zrobił. Nie pozwolił B nadal wierzyć, że wszystkie wspólne lata mają dla niego jakąkolwiek wartość.

Życiowe doświadczenie mnie uczy…

Nigdy nie wymagałam od A deklaracji, że zawsze będziemy razem, ale zawsze powtarzałam, że NAJPIERW ma ode mnie odejść, a potem związać się kimś innym. Wynika to z mojego doświadczenia z jednego z poprzednich związków. Kiedy go zakończyłam, nagle zaczęłam się dowiadywać od innych, że mój były partner nie był wobec mnie fair. Powiesz może, że to tylko plotki… Może tak, ale już po rozstaniu wykrzyczał mi, że mnie zdradzał… Gdybym miała wątpliwości, czy moja decyzja była słuszna, to to jedno zdanie spowodowało, że one uleciały z wiatrem.

Przez parę lat po rozstaniu miałam wrażenie, że zostałam pozbawiona wszystkich miłych wspomnień, jakie mnie z nim łączyły. Uczucie, że tylko dla mnie liczyły się lata spędzone razem. Przeżyliśmy wiele i bywało naprawdę pięknie, ale spoglądając wstecz miałam wrażenie, że grzebię we wspomnieniach, które ktoś wyrzucił do śmieci i nie potrafiłam nadać im wartości. Teraz patrzę na wszystko z dystansem. Wiem, że zdrada, która mnie dotknęła była tylko etapem na drodze do fajnego życia z A. Zrozumiałam, że to nie było nic co powinno mnie dotyczyć. To był błąd kogoś innego, jego brak odwagi. Paradoksalnie, zdecydowałam się zakończyć nasz związek dlatego, że zrozumiałam, że sama chciałabym być z kimś innym i postanowiłam grać fair.

To właśnie robią osoby, które zdradzają. Ranią podwójnie. Odbierają zdradzonym wspomnienia i pozbawiają poczucia własnej wartości.

Please follow and like us: