Popieram nauczycieli!

Przyzwyczailiśmy się do myśli, że polskie społeczeństwo może pochwalić się wysokim poziomem wiedzy ogólnej. Rozsmakowaliśmy się w niej. Z lubością powtarzamy tezy podobne do tej, że przeciętny, dorosły Polak bez trudu wskaże na mapie Wielką Brytanię, a zadanie zlokalizowania Polski na pewno przerośnie jego brytyjskiego rówieśnika. Pławimy się w samozadowoleniu i przekonaniu o własnej erudycji.

Jaka jest prawda?

Tymczasem zderzenie z rzeczywistością bywa brutalne. Wystarczy włączyć jeden z wielu filmów udostępnianych w internecie przez twórców Matura to bzdura, by dowiedzieć się na przykład, że trójkąt nie może mieć kątów ostrych.

Kiedy rozmawiam z rodzicami dzieci szkolnych (tych z publicznych, polskich szkół), bardzo często słyszę, że dzieciaki mają zdecydowanie zbyt dużo zadawane w ramach prac domowych. Rzeczywiście mają! Przy okazji odwiedzin w Ojczyźnie widzę uczniów uginających się pod ciężarem przeładowanych plecaków. Szkoła podstawowa okazuje się być obciążeniem porównywalnym z pracą umysłową na pełnym etacie. A przecież nie wszystkiego w szkole uczą, jeśli rodzice dostrzegli u swojego dziecka szczególne talenty (na przykład plastyczne), to pewnie chcieliby zapisać potomstwo na dodatkowe lekcje rysunku… Wtedy zaczyna robić się nieciekawie, bo dzieci są po prostu przemęczone. A gdzie czas na relaks? Na weekendowy wypad na łono natury?

Nie możemy równocześnie wychwalać pod niebiosa poziomu polskiej edukacji z jej przeładowanymi programami i narzekać na nadmiar prac domowych. To naczynia połączone. Jeśli szkoła rozliczana jest z realizacji podstawy programowej, jeśli od procentu „odfajkowanych” zagadnień uzależniona jest ocena pracy nauczyciela, to właśnie tak będzie wyglądała praca dzieci w szkołach.

Nihil novi

Polska rzeczywistość szkolna skrzeczy od wielu, wielu lat. Tak zwana reforma przeprowadzona ostatnio przez panią Annę Zalewską, nie wywołała katastrofy. Ona ją tylko przyspieszyła. Wtłaczanie dzieciom do głowy niesamowitej ilości zupełnie zbędnych informacji nie jest bynajmniej wynalazkiem obecnego MENu. Mam ponad czterdzieści lat i wciąż nie skorzystałam nawet z połowy wiedzy, tak żmudnie wykładanej mi w podstawówce, a później liceum. Nie zrozum mnie źle. Nie uważam, że szkoła nie powinna uczyć zagadnień ogólnych. Zdecydowanie twierdzę jednak, że w czasach, w których prawie każdy uczeń nosi w kieszeni urządzenie dające mu dostęp do całej nauki współczesnego świata, uszczegóławianie zagadnień po prostu mija się z celem. Powinniśmy raczej pokazywać dzieciakom różnorodność otaczającego nas świata i uczyć jak korzystać ze źródeł w internecie. Po co klepać na pamięć liczby atomowe wszystkich pierwiastków? Czy nie wystarczy wytłumaczyć co owa liczba oznacza i dlaczego ma znaczenie w chemii? A potem tylko pokazać jak w kilka sekund odszukać potrzebne konkretne dane w wyszukiwarce? Rozumiejąc zagadnienie i wiedząc, gdzie szukać szczegółów uczeń będzie mógł sięgnąć do swojej wiedzy także za dziesięć lat. Jesteś chemiczką? Znasz liczbę atomową węgla?

Potrzebujemy ogólnonarodowej dyskusji wykraczającej poza progi MEN, żeby ustalić nie tylko nowe podstawy programowe, ale także plan działań dostosowujący polską szkołę do zmieniającego się świata. Nie dostrzegam takiej możliwości w pozorowanych działaniach polskiego Rządu, zwanych przez Premiera okrągłym stołem. Uważam, że taką dyskusję powinni podjąć nauczyciele, wykładowcy akademiccy i organizacje zajmujące się szeroko pojętą edukacją. Widziałabym patronat najwyższych urzędników państwowych, Rzecznika Praw Dziecka czy nawet Prezydenta. Taki Okrągły Stół, zorganizowany od podstaw, z jasno określonymi celami mógłby się stać początkiem prawdziwej reformy edukacji.

Kanon…

„Wśród trupów roiły się małe szare jaszczurki, które przed nadchodzącymi ludźmi chowały się szybko pod te szczątki ludzkie, często do ich ust lub między wyschnięte żebra.”

To cytat pochodzący z lektury obowiązującej w piątej klasie polskiej szkoły podstawowej. Lektury, którą czytali moi rodzice, którą czytałam ja. Książki, która już trzydzieści lat temu sprawiała kłopot moim rówieśnikom ze względu na archaiczny język i ciągnące się w nieskończoność nudne opisy. Czytałaś „W pustyni i w puszczy”?

Powieści autorstwa Henryka Sienkiewicza jest w kanonie lektur szkolnych więcej. Nie należą one do najulubieńszych. Chociaż wiem, że to bezspornie polska klasyka. Chociaż sama z przyjemnością sięgam po Trylogię, nieodmiennie zalewając się łzami przy słowach: „Dla Boga, panie Wołodyjowski! Larum grają! Wojna! Nieprzyjaciel w granicach! A ty się nie zrywasz! Szabli nie chwytasz? Na koń nie siadasz? Co się stało z tobą, żołnierzu? Zaliś swej dawnej przepomniał cnoty, że nas samych w żalu jeno i trwodze zostawiasz?”. To jednak nie uważam, że w szczególny sposób zachęcają do czytania. Sama cierpię na nieuleczalną miłość do literatury, czytam wszystko i wszędzie, ale się z tym nie urodziłam. Któregoś dnia trafiła do mnie książka, która wzięła mnie za rękę i zaprowadziła w inny, cudowny świat. Wierz mi nie było to żadne z dzieł Sienkiewicza…

A jak durny kanon lektur szkolnych przekłada się na poziom czytelnictwa? Wystarczy zajrzeć do badań statystycznych mówiących, że 37% naszych rodaków zadeklarowało przeczytanie przynajmniej jednej książki w ubiegłym roku. Wzięłam Google za przewodnika i odszukałam podobne badanie przeprowadzone w UK. Okazuje się, że przynajmniej jedną książkę w zeszłym roku przeczytało jedynie … 56% Brytyjczyków. Też byłam zaskoczona. Też myślałam, że wynik będzie podobny.

Dlaczego popieram nauczycieli?

Najwyższa pora uświadomić sobie, że trzy „Z” (zakuj, zdaj, zapomnij) nie oznaczają dobrego wykształcenia. Szkoła powinna pokazywać możliwości, uczyć samodzielnego myślenia i zachęcać do rozwoju. Równocześnie jest to wyzwanie tak trudne, że potrzeba prawdziwych fachowców, by je podjąć. Byłam niezłym uczniem, skończyłam najlepsze liceum w moim mieście, ale spotkałam tylko paru naprawdę dobrych nauczycieli, którzy potrafili porwać mnie za sobą. Oddałabym im wszystkie pieniądze świata. 🙂 Nie możemy pozwolić sobie, jako społeczeństwo na kolejne lata selekcji negatywnej do zawodu, który w naszych czasach urasta do rangi życiowego przewodnika. Nie możemy pozwolić sobie na kolejne lata dominowania trzech „Z” w polskich szkołach.

Prawo do edukacji jest jednym z praw obywatelskich zapisanych w Konstytucji RP. To państwo, a konkretnie Rząd i stojący na jego czele Premier mają obowiązek zapewnić równy dostęp do edukacji polskim dzieciom. Dlatego wszyscy powinniśmy wesprzeć strajkujących nauczycieli i wymóc na Rządzie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, by poważnie potraktował przyszłość naszych dzieci.

I tak pompatycznie na koniec… I dobrze, bo to wielka rzecz.

Please follow and like us: