Siłaczka

girl-843076_1920

Bycie rodzicem to ogromne wyzwanie. Pamiętacie moment, w którym Wasze dziecko stawiało pierwsze kroki? Zastanawialiście się w ilu pierwszych razach Waszego dziecka dane Wam było bądź to aktywnie uczestniczyć, bądź obserwować je z boku? Kiedy sobie o tym pomyślę, to uśmiecham się do wspomnień, bo w większości przypadków są one bardzo pozytywne. Co jednak, jeśli musimy naszym dzieciom pomóc zmierzyć się ze sprawami, które nawet dla dorosłych są ekstremalnie trudne? Jak wspierać nasze dzieci, kiedy sami wsparcia potrzebujemy? Niestety życie jest nie tylko różowe i słodkie, bywa gorzkie, a może raczej słone od łez…

Tyle wiemy o sobie…

Dzisiaj dostaliśmy z A złą wiadomość. Jego przyjaciel jest w ciężkim stanie. Od kwietnia wiadomo, że choruje na białaczkę, w tym czasie dzielnie walczył przechodząc kolejne chemioterapie, a na początku grudnia przeszedł przeszczep szpiku. Oczywiście nic nie jest przesądzone, S i lekarze walczą dalej, nadzieja w nas nie gaśnie, ale sprawy przybrały obrót gorszy niż liczyliśmy.
Ta historia ma jeszcze jednego bohatera. To K – jego żona i matka ich córeczki. Młoda, energiczna, ciepła K. Zawsze wydawała mi się osobą dość kruchą i wrażliwą, ale… „tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”. Powiem szczerze – podziwiam ją za jej siłę ducha.

Za co konkretnie?

K się nie załamała, chociaż tego właśnie się obawiałam. Pewnie miała gorsze chwile, w takiej sytuacji to oczywiste, ale obawa o życie ukochanego męża nie sparaliżowała jej życia. Wręcz przeciwnie, zakasała rękawy i podczas jego pierwszego pobytu w szpitalu zrobiła remont, żeby dostosować mieszkanie do jego potrzeb. Czy to znaczy, że K zignorowała diagnozę i rokowania? Czy założyła różowe okulary i powtarza tylko, że będzie dobrze? Nie. Mam wrażenie, że z nas wszystkich to K najmocniej stąpa po ziemi.

K jest dla mnie bohaterką właśnie dlatego, że w tej koszmarnie trudnej sytuacji zachowuje spokój i pogodę ducha. Moim zdaniem to najlepsze co może dać swojej rodzinie. Może wydawać się to bardzo prostym, ale wiem doskonale, że to niewyobrażalnie trudne. Bo K nie udaje przed światem tego „ogarnięcia”, to nie tak, że nakłada na twarz maskę na jego użytek. W jej postawie nie ma sztuczności i kłamstwa. K wie, że jest ciężko, że zmagają się z potężnym przeciwnikiem, nie neguje, nie zaprzecza. Po prostu wzięła to wszystko na siebie i daje radę.

Siłaczka

Przez ostatnie miesiące okazała się być Siłaczką. Na jej barkach spoczęła opieka nad chorym mężem, organizacja domu, praca zawodowa i co oczywiste opieka nad córką. Córką, która jest rezolutną dziewięciolatką, więc doskonale rozumie, co dzieje się z tatą. Jako matka wiem na pewno, że K czerpie swoją siłę między innymi z odpowiedzialności za nią. Właśnie zdaje swój egzamin z pokazywania córce, jak stawiać czoła przeciwnościom losu. Wiem, że obie wyjdą z tego doświadczenia silniejsze niż kiedykolwiek. Nawet jeśli (chociaż wszyscy wciąż wierzymy, że będzie dobrze) walka S zakończy się porażką.

Myślę, że K uczy nie tylko swoje dziecko. Przez ostatnie miesiące ja też nauczyłam się od niej wiele o życiu, a przecież jestem od niej dużo starsza. I nachodzi mnie taka refleksja – spotykamy na swojej drodze różnych ludzi, każdego z nich oceniamy na swój sposób, porównujemy do siebie lub innych, często po prostu szufladkujemy, ale tak naprawdę nie możemy powiedzieć, że kogokolwiek znamy. Nie sądziłam, że ta szczuplutka, młodziutka dziewczynka stanie się dla mnie wzorem silnej kobiety i matki. A tak właśnie się stało. K (jeśli kiedykolwiek to przeczytasz, bo wiem, że nie lubisz blogów 🙂 ) – dziękuję za tą lekcję.

I moja prośba do Was – jeśli się modlicie czasem – pomódlcie się dzisiaj za całą trójkę, a jeśli nie – to pomyślcie o nich z życzliwością. Może te iskierki pozytywnej energii pomogą im przejść bezpiecznie przez kolejny życiowy zakręt.

Please follow and like us:
  • cnc

    Czy będzie kontynułacja?

    • Ela

      Myślę, że tak. Wiele wskazuje na happy end w tym temacie, na razie nie zapeszam, ale mam pewne plany. Pozdrawiam serdecznie.