Święte wojny matek: Kolczyki

Święte wojny

Zaglądając na różnego rodzaju fora i portale rodzicielskie łatwo zorientujesz się, że bardzo często dochodzi tam do niemal świętych wojen prawie w każdym z poruszanych tematów. Cesarskie cięcie kontra poród siłami natury. Karmienie piersią kontra mleko modyfikowane. BLW kontra papki. Każda opcja znajduje swoich zajadłych zwolenników i przeciwników, którzy funkcjonują według zasady: „kto nie z nami, ten przeciw nam”. Postanowiłam dziś zając stanowisko w jednej z takich „zapalnych” spraw. Chodzi mianowicie o kolczyki.

Niemowlak u kosmetyczki

Pewnie spotkałaś się już z ludźmi, którzy odwiedzają salony kosmetyczne z kilkumiesięcznymi córeczkami, by przekłuć im uszy. Zwolennicy takiego postępowania argumentują, że niemowlak szybko zapomina o odczuwanym bólu, a gdy dorośnie nie musi już przez to przechodzić. Przeciwnicy natomiast argumentują, że kolczyki to próżność w czystej postaci, zupełnie dzieciom niepotrzebna, a narażanie ich na nagły ból jest formą traumy. Obie strony nawzajem obrzucają się przeróżnymi epitetami, by po pewnym czasie wycofać się na z góry upatrzone pozycje i powrócić do tej samej walki w innym miejscu sieci.

Kiedy H była malutka nawet nie pomyślałam, żeby przekłuwać jej uszka. Po prostu nie wpadłam na to. Później, miej więcej w czasie, kiedy Młoda trafiła do przedszkola i zaczęła dopytywać dlaczego koleżanki mają kolczyki, a ona nie i temat powracał wielokrotnie, przez chwilę pożałowałam, że nie załatwiłam tego wcześniej, ale dziś wiem, że moja decyzja była dobra.

Już spieszę z wyjaśnieniami. 🙂

Kiedy H powracała do tematu kolczyków, spokojnie z nią rozmawiałam, tłumacząc, że w każdej chwili może sama zadecydować o przekłuciu uszu. Tłumaczyłam, że przebijanie jest bolesne (chociaż teraz dużo mniej, niż to co pamiętam) i że wiąże się z pewnymi ograniczeniami związanymi z gojeniem się ran. Mówiłam jej też o tym, że nie będzie miała mojej zgody na noszenie długich i ciężkich kolczyków, bo po prostu boję się, że w zabawie ktoś ją za nie pociągnie i przypadkowo zrobi krzywdę.

H rosła, temat wracał regularnie, ale po takich tłumaczeniach na jakiś czas znikał. Wreszcie w marcu tego roku Młoda postanowiła, że przy okazji majowej wizyty w Polsce przekłuje sobie uszy.

Nie naciskałam ani nie zabraniałam. Znalazłam zaufany salon kosmetyczny i pozwoliłam potoczyć się zdarzeniom. Ostatecznie H zrezygnowała. Wróciliśmy do Anglii i jakiś miesiąc później wrócił temat kolczyków. 🙂

TEN piątek

Znowu omówiłyśmy wszystkie kluczowe kwestie i znowu zorientowałam się, gdzie w naszym miasteczku można przebić uszy. Ustaliłyśmy, że zrobimy TO w piątkowe popołudnie, żeby następnego dnia nie musiała iść do szkoły. Plan został zapięty na ostatni guzik, a H każdego wieczora zmieniała zdanie. Wreszcie nadszedł umówiony piątek i … H przekłuła sobie uszy.

Moja córka czasem zaskakuje mnie całkowicie. Z jednej strony jest wciąż bardzo dziecinna, ale zdarza się, że podejmuje bardzo „dorosłe”, przemyślane decyzje. Znając wszystkie za i przeciw zdecydowała, żeby pomimo obaw przed bólem zrobić to, na co miała prawdziwą ochotę.

Dlaczego tak?

Najważniejsze było jednak to, co wydarzyło się po wyjściu z salonu. Niedużą postać mojej córki, przepełniała duma z samej siebie. Zdobyła kolejny szczyt. Zrobiła to, czego się obawiała i na co próbowała się odważyć kilkukrotnie. Poczuła swoją moc. Nie wybaczyłabym sobie, gdybym odebrała jej tą chwilę tryumfu. Przezwyciężanie własnych słabości jest częścią naszego życia. To jedna z tych rzeczy, której jako rodzice powinniśmy nauczyć dzieci.

Nie oceniam Cię jeśli zdecydowałaś inaczej. Piszę tylko z perspektywy własnego doświadczenia, co moim zdaniem jest lepsze dla mojej córki. Twoje i moje dziecko, to zupełnie różne osoby, podobnie jak Ty i ja. Ten post ma być również wskazówką dla niezdecydowanych. Przeczytaj i oceń sama, co będzie najlepsze dla Twojej córeczki.

Please follow and like us: