Szczepienia? Szczepienia!

Punktem wyjścia do dzisiejszego posta musi być moja jasna deklaracja – szczepiłam Hanię wszystkimi obowiązkowymi w Polsce szczepionkami, a po przyjeździe do UK uzupełniłam jej kartę szczepień o te, które są obowiązkowe tutaj.

Tak, jestem zwolenniczką szczepień i wierzę, że właśnie dzięki obowiązkowym szczepieniom współczesna medycyna pokonała tak niebezpieczne choroby, jak na przykład czarna ospa.

Teorie spiskowe

Równocześnie jednak uważam, że część ruchów antyszczepionkowych skupia się na bardzo ważnym problemie. Podkreślam słowo klucz: część.

Nie umiem i nawet nie szukam płaszczyzny porozumienia z osobami, które swoją “antyszczepionkowość” opierają na teoriach spiskowych i podważają elementarne ustalenia współczesnej nauki. Wiesz doskonale o co mi chodzi. O rtęć i inne substancje rzekomo dodawane do szczepionek. O powiązanie szczepień z autyzmem. O wszystkie te opowieści rodem z powieści sensacyjnych.

Nie będę się wdawała w polemikę z takimi teoriami, tak samo jak nie dyskutuję z ludźmi, którzy żyją w przekonaniu, że ziemia jest płaska albo, że NASA zastąpiła sztucznym tworem Słońce, bo to stare już się wypaliło.

A gdybyś znała kogoś, kto ma tego typu wątpliwości podeślij mu poniższe linki:

Jak kontroluje się szczepionki?

Wstydliwa historia ruchów antyszczepionkowych

Coś na rzeczy

Duża grupa antyszczepionkowców skupia się jednak na bardzo realnym problemie dotyczącym wielu rodziców. Myślę tutaj o niepożądanych odczynach poszczepiennych, bo problem jest poważny, w dodatku dotyczy systemu, nie jednostek.

Nie chodzi w nim wcale o częstotliwość występowania powikłań poszczepiennych, bo przecież mimo prawdopodobieństwa wystąpienia powikłań po podaniu paracetamolu dla niemowląt, nie rezygnujemy z niego na rzecz okładania niemowlaka lodem. Nie znam też nikogo, kto zrezygnowałby z operacji usunięcia wyrostka robaczkowego w przypadku jego zapalenia, tylko dlatego, że jakiś odsetek ludzi nie wybudza się z narkozy.

O pomstę do nieba wołają natomiast przypadki, kiedy lekarze i/lub rodzice ignorują oznaki przeziębienia czy osłabienia organizmu dziecka, tylko po to, żeby nie zaburzyć kalendarza szczepień. Tymczasem szczepionka jest przecież wyrobem medycznym i powinna być podawana w określonych warunkach. Gdy czytałam opisane w internecie przypadki poważnych powikłań, to wiele z nich zaczynało się niestety od stwierdzenia, że dziecko było nieswoje lub podziębione jeszcze przed szczepieniem.

Brak rozmowy, edukacji społecznej, zbyt krótki czas poświęcony na dokładne badanie i traktowanie pacjenta przedmiotowo, a nie podmiotowo, to największe bolączki służby zdrowia i nie jest wcale dziwnym, że nie ominęły pediatrii. Nie dotyczy to oczywiście tylko szczepień. Nie zapomnę do końca życia wizyty z kilkumiesięczną Hanią w państwowej przychodni (gorączkowała, miała katar i kaszel): pani doktor stwierdziła, że Młodej nic nie jest i „tylko te lekarstwa jej przepiszę”. Po ich wykupieniu dowiedziałam się, że jedno z nich jest antybiotykiem. I co zrobić w takiej sytuacji? Nic jej nie jest czy antybiotyk? Cholera!

Kto by się bał choroby?

Moim zdaniem szczepionki paradoksalnie stały się ofiarą swojej skuteczności. Fakt, że dzięki nim w cywilizowanych społeczeństwach prawie nie spotyka się przypadków zachorowań czy zgonów z powodu chorób zakaźnych powoduje, że ludzie się ich nie boją. Dużo realniejsze stały się niepożądane odczyny poszczepienne i to ich właśnie rodzice boją się bardziej niż samej choroby. Rozumowanie jest wszak logiczne – jeśli wszyscy inni będą zaszczepieni, a ja nie zaszczepię dziecka, to jest mała szansa, że się gdzieś zarazi. Całą konstrukcję burzy fakt, że to logiczne rozumowanie wprowadza w życie zbyt wielu rodziców.

Polio, czyli szczepienia są ważne

Opowiem Ci o polio, bo to choroba, z której skutkami się zetknęłam. Mimo, że jej postać porażeniowa rozwija się jedynie u 0,1% zakażonych, znam dwie około siedemdziesięcioletnie osoby, które zostały nią dotknięte. Z matematyki jasno wynika, że na te osoby przypada jeszcze 1998 osób, które były zarażone wirusem, a sama choroba ma także inne postaci, w tym (bardzo rzadką, ale jednak) śmiertelną.

Do XIX wieku polio, choć znane od starożytności, nie występowało zbyt często. Jednak właśnie w wieku XIX nastąpiła pandemia tej choroby głównie na półkuli północnej. Wiązało się to prawdopodobnie z dużymi skupiskami ludzi w tych rejonach i problemami sanitarnymi. Szczepienia pozwoliły na opanowanie choroby tak, że w latach 50 i 60 przestała stanowić zagrożenie dla zdrowia publicznego. Po wdrożeniu masowych szczepień najpierw USA, a później Europa zostały uznane za wolne od niej.

Historia ta ma jednak także swoją ciemniejszą stronę. Na świecie są dostępne dwie różne szczepionki przeciwko polio. Pierwsza, to tradycyjna szczepionka w postaci zastrzyku (obecnie jedyna podawana w Polsce), zwana szczepionką IPV. Druga OPV – doustna, wygodna do podania zwłaszcza w tych rejonach, gdzie zachorowań jest dużo, nie wymaga bowiem profesjonalnego personelu medycznego. Ma ona jednak podstawową wadę, może powodować zachorowania poszczepienne.

Wygrywamy ogólnoświatową walkę z polio, to jednak nie oznacza, że możesz zapomnieć o szczepieniach, wciąż istnieją kraje, w których polio występuje, a współczesny świat jest tak niewielki, że nie masz gwarancji, że Twoje dziecko nie będzie miało z nią kontaktu. Oczywiście stosowna higiena ogranicza przenoszenie choroby i jeśli Twój roczniak myje ręce po łokcie w ciepłej wodzie z mydłem i nigdy nie bierze nic do buzi, to prawdopodobnie nie zachoruje nawet po spotkaniu z zarażoną osobą…

Please follow and like us: