Szkoła (nie) dla wszystkich

Tegoroczne wakacje rozpieściły nas piękną pogodą i obfitością zdarzeń. Dość powiedzieć, że do domu zjechaliśmy dosłownie w ostatniej chwili. Chociaż początkowo Hania poważnie marudziła, że nie chce wyjeżdżać z pięknej Breli, to jednak z każdym znikającym pod kołami kilometrem rósł jej entuzjazm na spotkanie z przyjaciółmi.

Powroty do szkoły

Sama pamiętam bardzo dobrze, że kiedy byłam w jej wieku z niecierpliwością czekałam na takie spotkania i opowieści o wakacjach koleżanek i kolegów. Pamiętam też szczególnie jeden z takich powrotów, w piątej klasie szkoły podstawowej. Na rozpoczęciu roku szkolnego nie pojawiła się jedna z naszych koleżanek – nazwijmy ją Kasią. Dowiedzieliśmy się tylko, że w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, z pozoru niegroźny wakacyjny wypadek zakończył się dla niej porażeniem nerwów i częściowym paraliżem. Koleżanka poddawana była skomplikowanemu leczeniu i wielogodzinnej rehabilitacji, żeby odzyskać władzę w nogach. Tymczasowo miała pozostać uczennicą naszej klasy z indywidualnym tokiem nauczania.

Silna kobieta

Sprawa wydarzyła się przed ponad trzydziestu laty, wracam jednak do niej dzisiaj, bo wspominam heroiczną walkę jaką wówczas stoczyła Mama Kasi. Zapewnienie dziecku odpowiedniej opieki medycznej, otoczenie go rodzicielską miłością czy zadbanie o podtrzymanie właściwej edukacji, same w sobie musiały ją kosztować wiele wyrzeczeń i stresów. O niepokojach dnia codziennego nie wspomnę, bo z perspektywy czasu podejrzewam, że spędziła w tamtym okresie wiele bezsennych nocy, zastanawiając się nad tym czy jej działania przyniosą oczekiwane skutki, czy Kasia kiedykolwiek jeszcze stanie na własnych nogach.

Życiowa mądrość

Ta wspaniała i niezwykle mądra kobieta nie zapomniała w tym wszystkim, by zadbać o relacje córki z resztą klasy. Zawsze czułam się mile widziana w ich domu. Niejednokrotnie byliśmy też zapraszani w większych koleżeńskich grupach. Wciąż pamiętam ile zabawy miałyśmy z dziewczynami, gdy w pokoju Kasi pakowałyśmy prezenty dla kolegów na Dzień Chłopaka, okraszając je zabawnymi wierszykami o każdym z nich, Zaproszenie połowy trzydziestoparoosobowej klasy do niedużego mieszkania w bloku, kiedy na głowie ma się milion ważniejszych spraw, wydawać się może szaleństwem. Dzięki temu jednak po wyzdrowieniu Kasia wróciła do nas, nie tracąc prawie żadnej z klasowych ploteczek. 🙂

Szkoła (nie) dla wszystkich

Kiedy dzisiaj bezduszni urzędnicy zatrzasnęli przed wieloma uczniami drzwi polskich szkół, szczególnie ciepło myślę o Mamie Kasi. O kobiecie, która trzydzieści lat temu wiedziała doskonale to, co nie dociera do zakutych łbów urzędników w Ministerstwie Edukacji Narodowej – kontakt z rówieśnikami jest kluczowy w rozwoju dzieci. Wiedziała, że szkoła to nie tylko zeszyty i równiutko wypełnione ćwiczeniówki. Wiedziała, że szkoła to najlepsze ćwiczenia z socjalizacji, poligon niezbędny do zdobycia umiejętności, bez których ciężko wejść w dorosłość.

Być może jestem na to zbyt głupia, ale nie potrafię znaleźć żadnego racjonalnego powodu, dla którego w pozornie cywilizowanym kraju położonym w sercu Europy dwudziestego pierwszego wieku, odwraca się naturalny bieg integracji niepełnosprawnych ze społeczeństwem.

Współcześni barbarzyńcy

Czy naprawdę pani Zalewska żyje w przekonaniu, ze co z oczu, to z serca? Czy w jej mniemaniu niepełnosprawne dzieci zamknięte w domach nie będą „psuły” swoim widokiem wizerunku prężnego, zdrowego społeczeństwa pełnego byczków z Obrony Terytorialnej? Historia zna takie chore pomysły, a narody, które próbowały wdrożyć je w życie, po dziś dzień się za to wstydzić.

Osoby z niepełnosprawnościami

Nie po raz pierwszy przyszło mi pisać o tym, że dla mnie i dla wielu osób z mojego otoczenia, miarą cywilizacji nie jest status materialny czy rozwój technologii. Tą miarą jest i na zawsze pozostanie stosunek ogółu do najsłabszych. Nie znam słabszych społecznie osób od niepełnosprawnych lub chorych dzieci. Według tej miary my, Polacy, stajemy się powoli, ale niestety bardzo konsekwentnie barbarzyńcami współczesnego świata. To bardzo smutne. W dodatku perspektywy na przyszłość wydają się być jeszcze smutniejsze… Dzieci wychowywane w hermetycznym, jednorodnym świecie najczęściej wyrastają na mało tolerancyjnych dorosłych. Obawiam się, że decyzje Ministerstwa Edukacji są jedynie początkiem naszego mentalnego powrotu do jaskiń.

Nie stój obok!

Jestem przekonana, że każda przyzwoita osoba powinna przeciwstawiać się wszelkim formom dyskryminacji. Możemy dać wyraz naszej niezgodzie! W linku poniżej znajdziesz odesłanie do petycji popierającej prawo niepełnosprawnych dzieci do nauki w szkołach. Proszę skorzystaj z niego i zaproś inne osoby, żeby przyłączyły się do akcji. Z góry dziękuję.

Petycja

Please follow and like us: