Umowa społeczna

learning-928638_1920

Wczoraj do późnej nocy dyskutowałam z moją koleżanką na przeróżne „dzieciowe” tematy od szczepień po edukację. Tak to się już od wielu lat nam zdarza, że zazwyczaj nie zgadzamy się ze sobą i chyba dlatego się tak lubimy. 🙂 Żebyśmy dobrze się rozumieli: B i ja nigdy się nie kłócimy. Zażarcie dyskutujemy, ale po każdym takim „starciu” rozstajemy się w przyjaźni i wzajemnym szacunku.

Umowa społeczna

Wczorajsza rozmowa dała mi do myślenia. Generalnie B prezentowała stanowisko bardzo mi bliskie, maksymalnie liberalne. Uważa, że rodzice powinni mieć szerokie prawo do decydowania o losach swoich dzieci. O tym czy je szczepić, czy nie; czy posyłać do szkoły, czy może uczyć w domu. Kiedy skończyłyśmy, zaczęłam zastanawiać się, czemu tak bardzo broniłam przepisów prawa ograniczających tę wolność rodziców, narzucających pewne obowiązki w ramach umowy społecznej. Chociaż akurat jej bez najmniejszego oporu oddałabym możliwość decydowania o tych sprawach, będąc przekonana, że wszystkie tego typu decyzje podjęłaby po wnikliwej analizie i w dobrze pojętym interesie jej dzieci. I wtedy mnie olśniło!

Dwa różne światy

Społeczeństwo polskie (i raczej nie tylko polskie) to dwa odrębne światy, które niezupełnie mają wzajemnie świadomość swojego istnienia, a nawet jeśli mają – całkowicie się nie znają.
B (podobnie jak ja i reszta moich znajomych) należy do świata uprzywilejowanego, nawet jeśli sama, borykając się z codziennymi kłopotami, nie uświadamia sobie tego. Ma wyższe wykształcenie, mieszka w jednym z dużych miast wojewódzkich, obraca się w towarzystwie ludzi podobnych do niej. Czy to źle? Nie, to bardzo dobrze, ale…

Na świecie jest wielu rodziców funkcjonujących inaczej. Nie piszę tu o typowej patologii, o ludziach, którzy potrafią celowo skrzywdzić własne dziecko. Nie piszę tu o ludziach, którzy mają śliskie kocyki, beczki na dzieci czy potrafią pobić na śmierć dwulatka. Piszę o ludziach, którzy karmiąc swoje pociechy szeroko reklamowanymi, przesłodzonymi serkami, naprawdę wierzą, że w ten sposób dbają o ich prawidłowy rozwój.

Zaczęłam podejrzewać istnienie tego świata, kiedy będąc w ciąży dowiedziałam się, że państwo polskie przymusza kobiety do wizyt u ginekologa, uzależniając od nich późniejszą wypłatę becikowego. Czy którakolwiek z moich znajomych chodziła w ciąży do lekarza po to, żeby dostać becikowe? Oczywiście, że żadna. Chodziły do lekarza, żeby odpowiednio dbać o zdrowie swoje i maleństwa. Skąd więc u polskich władz taki pomysł? Bo wciąż w Polsce dwudziestego pierwszego wieku żyją kobiety, które nie widzą konieczności kontroli lekarza nad ciążą i zdarza się, że pierwszy kontakt z lekarzem mają na sali porodowej. Nie próbujcie mi wmówić, że wierzycie w to, że taka osoba będzie w stanie podjąć racjonalną decyzję w sprawie szczepienia dziecka czy jego edukacji domowej.

Niezaradność życiowa

Powtórzę raz jeszcze. To nie jest kwestia biedy czy patologii społecznej. Moim zdaniem linią graniczną jest ciekawość świata i chęć uczenia się. Po jednej jej stronie jest moja koleżanka B i świat, który ona zna, a po drugiej stronie są ludzie nazywani „niezaradnymi życiowo”. To osoby, które nie radzą sobie ze sprawami, które dla nas są oczywiste, Sprawy urzędowe urastają do rangi życiowego problemu, zrozumienie pisma urzędowego staje się niemożliwością. Wiem, że dla wielu z Was wydaje się to być nieprawdopodobne, ale ja już wiem, że ten świat istnieje i że jest to świat także ludzi młodych, dwudziestoparoletnich. Skąd to wiem? Rozmawiam z moimi znajomymi. Komornikiem, pracownikiem opieki społecznej, szefową firmy sprzątającej, nauczycielem w gimnazjum w nieciekawej dzielnicy średniego miasta. Słucham tego co opowiadają i czasem jest tak strasznie, że trudno uwierzyć, że to nie są zmyślone scenki rodzajowe.

Obowiązki społeczeństwa

Z tego innego świata bardzo trudno się wyrwać. Niezaradność życiowa jest dziedziczna. Dla takich właśnie ludzi, umowa społeczna reguluje życie cywilizowanych społeczeństw. Ludzie z tego uprzywilejowanego świata ograniczyli dobrowolnie swoje prawa, żeby ułatwić nieco życie tym z drugiej strony linii granicznej. To obowiązkowe szczepienia sprawiły, że dzieci przestały umierać na gruźlicę. To obowiązkowe szkolnictwo sprawiło, że ci ludzie nie są analfabetami. Dobrze zorganizowana szkoła może nauczyć ciekawości świata dzieciaki, których rodzice naprawdę nie rozumieją po co czytać książki. To rola cywilizowanego społeczeństwa, to nasza rola, tych uprzywilejowanych.

Please follow and like us: