Ustawa antyaborcyjna po co to komu?

ustawa antyaborcyjna

Dwa słowa wprowadzenia

To jest naprawdę trudny temat i dobrze by było, gdybyś przeczytała ten post z otwartym sercem i umysłem, proponowałabym Ci też odświeżenie sobie posta Rodzicielstwo część 1 i część 2. To właśnie dlatego, że mam takie doświadczenia, czuję konieczność wypowiedzenia się w temacie, który znowu pojawia się w polskim życiu politycznym, czyli o bacie na kobiety jakim jest ustawa antyaborcyjna.

Mam swoje lata i doskonale pamiętam emocje, które towarzyszyły uchwalaniu obowiązującej ustawy. Zupełnie nie rozumiem, jak można nawoływać do zakończenia wojny polsko-polskiej i równocześnie wracać do tematu, który w latach 1992 – 93 skutecznie podzielił polskie społeczeństwo. Większość polityków jest starsza ode mnie i też muszą pamiętać tamtą wojnę.

Zanim napiszę coś więcej, jestem Ci winna jasne określenie mojego stanowiska w tej sprawie. Chociaż jestem zwolennikiem wolnego prawa do aborcji, zdecydowanie sprzeciwiam się traktowaniu takiego prawa jako formy antykoncepcji.

Zostawmy sprawy takimi jakie są…

Nie będę jednak nawoływała do liberalizacji obowiązującego prawa, bo wychodzę z założenia, że choć pewnie niedoskonale, to jednak godzi różne światopoglądy. Napisałam już wcześniej, że daleka jestem od różnych ekstremalnych poglądów i staram się zrozumieć każde stanowisko. Szczerze mówiąc od dawna zastanawiam się dlaczego, na najczęstszy argument zwolenników aborcji: „jeśli jesteś katolikiem, to nie musisz aborcji dokonywać, a mnie daj wybór, to mój brzuch i moje sumienie”; jej przeciwnicy nie odpowiadają: „a gdzie się kończy Twoje sumienie? Może tych czterech zamordowanych chłopców, to tylko sprawa sumienia Mariusza T.?”. Bo właściwie cała dyskusja sprowadza się do zagadnienia – od którego momentu istota w brzuchu jest człowiekiem? I chyba wszystkie wiemy, że nie jesteśmy w stanie tego ostatecznie rozstrzygnąć.

Dlatego moje stanowisko jest proste – zostawmy sprawy tak jak są. Prawodawcy ustalili trzy, naprawdę ekstremalne przypadki, w których dopuszcza się dokonanie zabiegu. Chyba zgodzisz się ze mną, że nikomu nie życzyłybyśmy, żeby miał powód do rozważania czy z takiej możliwości skorzystać. Gwałt? Nie, dziękuję! Ciężka choroba dziecka? Boże broń! Zagrożone życie matki? Nie trzeba zawile tłumaczyć, że ze śmiercią matki najczęściej wiąże się śmierć noszonego przez nią dziecka. Jeśli jesteś w stanie choć na chwilę postawić się w tych trzech sytuacjach, to rozumiesz jaki dramat się za nimi kryje.

Czy ustawa antyaborcyjna to tylko ochrona życia poczętego?

Nowy ustawa antyaborcyjna ma zapis, który mnie bulwersuje szczególnie i może być traumą dla wielu kobiet i mężczyzn, myślę o zapisie o nieumyślnym spowodowaniu śmierci nienarodzonego dziecka. Co to w praktyce oznacza? A no to, że gdyby taki zapis uchwalono w 1993 roku, już dwukrotnie toczyłoby się w mojej sprawie postępowanie. A ja zamiast w spokoju przeżywać osobisty dramat, jakim jest śmierć oczekiwanego dziecka i na nowo układać sobie świat po stracie, musiałabym składać wyjaśnienia: gdzie byłam, co robiłam i czy na pewno o siebie dbałam.

Gdy umiera Twoje dziecko, to jest to sytuacja nienormalna, zaprzeczająca kolejom ludzkiego życia. Śmierć dziadków czy rodziców jest bolesnym doświadczeniem i przysparza wielu cierpień, ale gdzieś z tyłu głowy dopuszczamy taką możliwość, bo tak właśnie życie się układa. Śmierć dziecka jest czymś niewyobrażalnym, czymś odwracającym kolejność. Marną pociechą jest fakt, że autorzy projektu zakładają, że matka, która nieumyślnie doprowadziła do poronienia, karana nie będzie, skoro najpierw stosowne organy państwowe będą sprawdzały czy to było nieumyślne.

To jeszcze badania, czy już aborcja?

W tym poście pisałam o rozterkach mojej koleżanki, która musiała zdecydować: wykonać ryzykowne badanie prenatalne, czy w ciemno decydować o urodzeniu być może niepełnosprawnego dziecka. Co by było, gdyby zdecydowała się na badanie, a w jego wyniku straciła zdrowe dziecko? Myślisz, że lekarze będą ryzykowali ciągłe kontakty z policją i prokuratorem? A może  raczej zrezygnują z części badań dla swojego spokoju? Projekt przewiduje wyłączenie z odpowiedzialności karnej lekarza jeśli „śmierć dziecka poczętego jest następstwem działań leczniczych, koniecznych dla uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia matki dziecka poczętego”. A co z życiem samego dziecka? Co z operacjami wewnątrzmacicznymi, które też mogą skończyć się źle? Wtedy już będą odpowiadali?

Aborcyjna hipokryzja

Powiesz pewnie, że w przypadku całkowitego zakazu aborcji, koniecznym stanie się kontrolowanie czy zdesperowana matka nie próbowała usunąć ciąży na własną rękę. I będziesz miała rację, bo nawet obowiązujące teraz prawo jest mocno fikcyjne. Nie trzeba być tajnym agentem służb specjalnych, żeby w internecie znaleźć oferty tabletek poronnych (aborcja chemiczna), w dodatku rozprowadzanych przez międzynarodowe stowarzyszenia kobiece. Dla dysponujących większą gotówką, dostępna jest szeroka oferta turystyki aborcyjnej. Ceny nie są zbyt wygórowane, a zabiegi często wykonywane w klinikach przewyższających standardem polskie oddziały ginekologiczne. Czy myślisz, że zaostrzenie polskiego prawa cokolwiek tu zmieni? Czy uważasz, że w imię ścigania osób, które dokonały nielegalnej aborcji należy rzucać podejrzenia na te, które przeżywają życiowy dramat?

Doskonale pamiętam, jak strasznie bolało mnie, gdy po śmierci mojego nienarodzonego dziecka, doszły do mnie plotki „życzliwych”, że to pewnie dlatego, że w ciąży pracowałam, a w ogóle to balowałam całą noc przed tym zdarzeniem w dyskotece. Zastanawiałam się wtedy dlaczego ludzie są tacy podli. Teraz tę podłość miałaby sankcjonować ustawa antyaborcyjna…

Please follow and like us: