Zróbmy sobie dziecko!

family-1003817_1920

Dawno, dawno temu jedna z moich koleżanek związała się z sympatycznym, młodym mężczyzną. Był to specyficzny związek. Już pierwszego dnia usiedli i wspólnie ustalili, że nie kochają się i nie planują pokochać. On wciąż tęsknił za swoją byłą, ona wzdychała do żonatego kolegi z pracy, ale potrzebowali kogoś z kim można pójść do kina, na imprezę, do łóżka. Lubili się i szanowali, dobrze się ze sobą czuli, czyli układ idealny. Do czasu. Po paru miesiącach ona zorientowała się, że jednak tak nie potrafi, że woli wzdychać do kolegi z pracy, niż żyć w związku bez miłości. Ponownie usiedli i zaczęli rozmawiać. To co wtedy usłyszała, zwaliło ją z nóg. On zdążył się zakochać, niby nic dziwnego, bo przecież ona jest fantastyczną kobietą, ale miał też plan, żeby ją przy sobie zatrzymać, na szczęście sam się z niego wycofał. Jaki to był plan? Moja koleżanka powtórzyła mi, co usłyszała: „Gdybym był pewien, że to Cię przy mnie zatrzyma, to podziurawiłbym wszystkie nasze prezerwatywy, żebyśmy mieli dziecko”. Dobrze, że miał świadomość, że tak jej nie zatrzyma.
Czemu Wam opowiadam tą historię? Chcę Wam dzisiaj napisać o jednej z największych moim zdaniem głupot jaką robią dorośli ludzie, wbrew historii powyżej, częściej kobiety niż mężczyźni. Chcę napisać Wam o idiotycznych pomysłach „ratowania” związku poprzez zrobienie sobie dziecka. Miałam okazję rozmawiać z facetem, którego partnerka próbowała w ten sposób powstrzymać jego odejście. Historia jest podwójnie skomplikowana, bo dziewczyna poroniła. Wiecie co od niego usłyszałam? „Nie chciałem tej ciąży, ale chciałem tego dziecka”. Tylko co by było, gdyby ono się urodziło? Od tamtej chwili minęło jakieś piętnaście lat. Rozstali się wkrótce po poronieniu, on przez pewien czas zmagał się z wizerunkiem łobuza bez serca. Teraz oboje sprawiają wrażenie szczęśliwych, mają swoje związki, swoje dzieci. Co gdyby urodziło się ich wspólne dziecko? Czy mogliby dać mu szczęśliwy dom? Szczerze w to wątpię. Myślę, że rozstaliby się rok czy dwa później w atmosferze wzajemnych wyrzutów i oskarżeń. W tym wszystkim krzywdząc siebie nawzajem, ale, co gorsza, także zupełnie niewinną osobę – własne dziecko.
Opisałam Wam dwie dość ekstremalne sytuacje. Smutne, ale prawdziwe. Dużo częściej zdarzają się takie jak ta: jakaś para jest ze sobą parę lat, minął już okres pierwszej fascynacji, zaczęła się proza życia i codzienne niesnaski o wyrzucenie śmieci. Wszyscy to znamy. Któregoś dnia ona zmęczona po całym dniu w pracy siada przed telewizorem i widzi w reklamie pieluszek uśmiechających się do siebie dorosłych, którzy tulą w ramionach rozkosznego bobaska. Wtedy dociera do niej, czego brak w ich związku. Tego maleństwa, które zrobi z nich rodzinę i zwiąże ze sobą na wieki. I wpada w pułapkę! A on najczęściej wpada razem z nią. Przecież się kochają, przecież ona tego chce, przecież JAKOŚ dadzą radę. 😉
Tymczasem z dzieci bez szwanku mogą wyjść tylko bardzo silne związki. Dziecko jest dla związku jedną z najtrudniejszych prób. Chociaż zabrzmi to jak frazes, to muszę to napisać, że po urodzeniu dziecka świat wywraca się do góry nogami i przez wiele następnych lat nie wraca do normy, a kiedy wreszcie wraca, to nikt nie pamięta, że to norma. 🙂
Nie będę rozpisywać się o braku snu, braku czasu czy rozbiciu w drobny mak tego pochodzącego z reklam obrazu uśmiechniętych rodziców nad łóżeczkiem gaworzącego niemowlaka, bo to znacie. Z chęcią za to napiszę o bieganiu po placu zabaw za czterolatkiem w szpilkach. Ktoś próbował? Komuś się udało? O odciskach czekoladowych paluszków na najmodniejszych, kremowych spodniach. O wyzwaniu jakim jest poranne popędzanie przedszkolaka i równoczesne tuszowanie rzęs. Wspomnę Wam o przysypianiu w wannie i na sofie. 🙂 Przez pierwszych parę lat życia dziecka jesteście bardziej mamą niż kobietą. Faceci mogą mieć z tym duży problem, nawet jeśli chcieli zostać ojcami, bo inną sprawą jest być ojcem, a inną być mężem matki, a do tej roli często same ich sprowadzamy. W pierwszych latach bycia rodzicami, trudno znaleźć czas na pielęgnowanie związku. Tylko taki naprawdę silny ma szansę przetrwać ten czas, czas kiedy przytulacie się głównie we troje. 🙂
Czy ja się skarżę? Czy ja próbuję odwieść Was od pomysłu posiadania dzieci? Absolutnie nie! Sprowadzenie na świat dziecka, to fantastyczna sprawa! Chciałabym tylko, żeby wszystkie dzieci trafiały do kochających i ciepłych rodzin, do rodziców, którzy są na nie gotowi. Upewnijcie się, że zarówno Wy, jak i Wasi partnerzy, jesteście gotowi na dziecięcą rewolucję. W innym przypadku możecie unieszczęśliwić trzy najważniejsze osoby w Waszym życiu: Wasze dziecko, Waszego partnera i Was. Bycie rodzicem to ogromna odpowiedzialność .Bądźcie odpowiedzialni już w momencie podejmowania decyzji o rodzicielstwie. 🙂
A potem to już tylko trzeba przetrwać bunt dwulatka, bunt trzylatka, bunt pięciolatka, bunt dziesięciolatka, bunt nastolatka, durne wyskoki studenta, wyprowadzkę potomka, syndrom pustego gniazda i wreszcie spokojnie można zająć się… wnukami. 😛

Please follow and like us: