Piłka nożna

Na pierwszą w życiu „randkę” poszłam mając mniej więcej osiem lat. Ten „On” był uroczym kolegą z mojej klasy o powłóczystym spojrzeniu piwnych oczu. Mimo, że zgodnie z zasadami randkowania założyłam spódniczkę, to ostatecznie i tak graliśmy w piłkę nożną. Najwyraźniej nie byłam zbyt dobra, bo nasza „miłość” skończyła się po tym jednym spotkaniu. Na szczęście miłość do futbolu pozostała. 😉

Mały chłopiec

Gdy sięgam pamięcią czasów mojego dzieciństwa, to pierwsze co przychodzi mi do głowy, to moje kolana. Nie dlatego, że były szczególnie piękne, ale dlatego, że zawsze były koncertowo poobdzierane. Podobnie zresztą miały się moje łokcie. Od zawsze kumplowałam się z chłopakami, wspinałam na drzewa i szalałam na rowerze. Opowiadając o czasach, kiedy nie chodziłam jeszcze do szkoły, najczęściej zaczynam od słów: „kiedy byłam małym chłopcem…” 🙂

Nie bawiłam się lalkami ani misiami, nie chodziłam ubrana na różowo. Zdecydowanie wolałam klocki i „resoraki”, a pierwsze w życiu jeansy wręcz uwielbiałam, bo nie dało się ich zedrzeć zbyt łatwo.

W szkole podstawowej powoli zaczęłam odkrywać zalety przyjaźni z dziewczynkami. Fascynowałam się „Anią z Zielonego Wzgórza” i serią powieści Małgorzaty Musierowicz. Nadal miałam jednak o czym rozmawiać z chłopakami i zaczytywałam się w „Tomkach” i twórczości Niziurskiego. A na obozach harcerskich byłam pierwsza do trzymania warty duchów, między północą a drugą w nocy.

Piłka nożna

Przez cały czas w moim życiu było też miejsce na piłkę nożną. Już nie grywałam, bo rzeczywiście byłam słaba, ale kibicowałam wraz z moim Ojcem Chrzestnym. To z nim spędzałam czas przed telewizorem oglądając największe piłkarskie wydarzenia. To z nim zdzierałam gardło oglądając naszą srebrną drużynę olimpijską na czarno-białym czternastocalowym telewizorze podczas wakacji na wsi. Później dołączył do nas mój Ex i nie raz zdarzało się nam kibicować we trójkę.

Moje życie uczuciowe przechodziły różne upadki i wzloty. Ostatecznie zakotwiczyłam u boku futbolowego świra. Jeździliśmy razem na mecze ligowe obu drużyn, którym kibicujemy. Kibicowaliśmy reprezentacji Polski w kraju i poza jego granicami, dotarliśmy wspólnie na Mistrzostwa Świata do Niemiec. Po prostu nie wyobrażamy sobie życia bez piłki.

Siłą rzeczy z powodu braku czasu po narodzinach Hani nasza wspólna pasja nieco ucierpiała. Nie oznacza to oczywiście, że przestaliśmy kibicować. Zmuszeni jednak byliśmy więcej czasu spędzić na sofie przed telewizorem niż na trybunach stadionów.

Kobiecość

Czy to, że nie mam problemów z wytłumaczeniem czym jest spalony powoduje, że jestem mniej kobieca? Zapytaj Arka. 😉

Ale mówiąc serio. Dla części facetów, koneserów słodkich, cukierkowych dziewczynek – na pewno tak. Nie są oni na szczęście moim targetem. 😉 Zdecydowanie wolę typ, który nie obawia się silnych kobiet, w związkach szukam partnerów.

Moja miłość do piłki nie wyklucza też innych zainteresowań. Czasem ekstremalnie babskich, jak szydełkowanie albo nie przypisanych do płci, jak czytanie. Nie chcę ograniczać się do granic, które kiedyś dawno ktoś arbitralnie wyznaczył dla płci. Nie chcę, żeby ktokolwiek się do nich ograniczał.

Nie wiem czy widziałaś relację o Irankach, które przebrane za mężczyzn wchodzą na zabronione dla nich ligowe mecze? Doklejają sobie brody, ukrywają włosy pod czapkami i ryzykują surowe kary w przypadku zdemaskowania. Dla mnie to właśnie kwintesencja feminizmu i walki o prawa kobiet. Jestem z nich prawdziwie dumna.

Mam taki apel do wszystkich kobiet, które z niedowierzaniem kręcą głową słysząc, że istnieją wśród nas takie, które oglądają mecze nie z powodu cudownego Ronaldo, a dla futbolu jako takiego:

Dajmy sobie nawzajem prawo do różnych zainteresowań, Chociaż nie podzielam motoryzacyjnych fascynacji mojej przyjaciółki, to nie widzę w nich nic dziwnego. Pójdę o krok dalej: dajmy to prawo także mężczyznom, mam nadzieję, że dożyję czasów, kiedy szydełkujący facet nie będzie wzbudzał salw śmiechu. Bo niby dlaczego nie miałby tego po prostu lubić?

Please follow and like us: