Jesienna rewolucja

Polskie szkoły internetowe

Nadeszła jesień

W zeszłą środę odwieźliśmy na lotnisko naszych wakacyjnych gości: moją mamę i siostrzenicę. Wyjeżdżaliśmy z domu tuż po obiedzie – w pełnym słońcu. Cudownie błękitne niebo, zacna temperatura w okolicach 30 stopni i my wszyscy w iście wakacyjnych nastrojach. Tak na marginesie: zgodnie z przepowiednią jednego z naszych znajomych, tegoroczne lato bardzo nas rozpieszczało. Wróciliśmy jednak w zgoła odmiennych klimatach. Niebo zasnuły ciężkie, ołowiane chmury, zapadł mrok, a typowo jesienny, angielski deszcz zdążył zmoczyć nasze miasteczko… Jesień pojawiła się niepostrzeżenie i od pierwszych chwil w pełnej krasie. Wraz z nią nadchodzą duże zmiany w naszym życiu rodzinnym.

Dumny „szkolak”

Ponieważ pierwszego września tego roku H będzie miała ukończone pięć lat, rozpocznie naukę w pierwszej klasie szkoły podstawowej, będzie już „szkolakiem” (określenie stworzone przez H jako przeciwieństwo „przedszkolaka”) pełną gębą. Specjalnie mnie to rozpoczęcie przez nią poważnej edukacji nie martwi. Obserwowałam ją przez cały ubiegły rok w zerówce – reception i widziałam jak łatwo przyswaja wiedzę. Z dumą też przyjmowałam zachwyty pani okulistki, odwiedzonej przez nas podczas wakacji w Polsce, która nie potrafiła się nadziwić, że pięciolatka zna wszystkie litery. Chociaż muszę przyznać, że byłam przekonana, że to nic nadzwyczajnego i polskie przedszkolaki też je znają.

Kura (nie)domowa

We wrześniu zmieni się też nieco moja życiowa rola. Postanowiłam, że najwyższy czas wrócić do pracy. Jeszcze nie wiem co, gdzie i jak, ale uznałam, że przy częściowej reorganizacji naszego ogniska domowego, jestem w stanie pracować na pół etatu bez większego uszczerbku dla domu i bloga, a na pewno z dużą korzyścią dla domowego budżetu i mojego angielskiego. W sumie i ta życiowa zmiana specjalnie mnie nie stresuje.

Edukacja

Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie wymyśliła czegoś jeszcze… Nie jest to zresztą całkowicie nowy pomysł, a jedynie realizacja planów, które pojawiły się w chwili, gdy zapadła decyzja o emigracji na stałe. No, może jedynie z nieco większym niż planowany rozmachem. Postanowiłam wtedy zadbać o stały kontakt H z językiem polskim, polską tradycją, kulturą i geografią. Wiedziałam z góry, że nie zapiszę jej do polskiej szkoły weekendowej, których w UK nie brakuje, bo nie chciałam fundować jej weekendów w ławce. Wolę, żeby w wolnym czasie rozwijała hobby, które naprawdę ją zainteresuje. Planowałam więc robić to sama, w domu.

Polskie szkoły internetowe

Zupełnym przypadkiem, w rozmowie z mamą jednej z polskich koleżanek H, dowiedziałam się, że istnieją polskie szkoły internetowe. Jak się domyślasz natychmiast zasiadłam przed komputerem i znalazłam coś dla nas. 🙂 W efekcie już w czwartek H stanie się uczennicą polskiej zerówki, a ja zostanę jej nauczycielką. I tym już się stresuję. 😉

Edukacja domowa

Czemu? Kiedy jako nastolatka przymierzałam się do wielu możliwych zawodowych ról, bardzo szybko wiedziałam, że na pewno nie chcę być nauczycielem. Chińskie przekleństwo: „obyś cudze dzieci uczył”, mocno do mnie przemówiło. 🙂 Wiem, że spełni się ono tylko częściowo, bo dziecko cudze nie będzie, ale największą przeszkodą jaką widzę jest moja cierpliwość, a raczej jej całkowity brak. Mam tylko nadzieję, że uda mi się (przynajmniej w pierwszych latach edukacji H) uczyć ją przy okazji naszych codziennych rozmów. Spróbuję także wdrożyć w te zajęcia A, który twierdzi, że jest ode mnie bardziej cierpliwy. Ale szczerze? Tylko tak twierdzi. 🙂

Czeka nas duża rodzinna przygoda. Nie omieszkam jej opisywać na bieżąco. Być może akurat Ty będziesz nią szczególnie zainteresowana, jako mama emigrantka. A może interesują Cię zagadnienia edukacji domowej i jej praktycznego wymiaru… Mnie już wciągnęło. 🙂

Please follow and like us: