Polska szkoła internetowa

szkoła internetowa

Plany emigranta

Kiedy zdecydowaliśmy się na emigrację, obiecałam sobie solennie, że zadbam o stały kontakt H z językiem polskim, a także z polską historią i geografią. Nie brałam jednak pod uwagę opcji polskiej szkoły weekendowej, bo uważam, że przeciążanie dzieci zajęciami dodatkowymi przynosi częstokroć skutek odwrotny od zamierzonego. Uznałam, że H więcej może wynieść z innych form aktywności. W domu czytamy polskie książeczki,oglądamy polską telewizję i nieustannie poprawiamy jej wypowiedzi (robię to już automatycznie 🙂 ). Zapytasz pewnie skąd ta moja determinacja. Odpowiedź jest bardzo prosta – jeśli uda mi się wypracować u niej dobry poziom znajomości języka polskiego, jeśli pozna jego najróżniejsze niuanse , to będzie miała fach w kieszeni. Znając dobrze dwa języki w każdej chwili będzie mogła spróbować zostać tłumaczem. Czy to oznacza, że postanowiłam za nią? No nie. Uważam, że bycie rodzicem, to dawanie dziecku różnych możliwości i to będzie jedna z nich.

Obyś własne dzieci uczył

Nie jestem z wykształcenia pedagogiem i trudno mi było wymyślić sposoby nauczania Młodej innych „polskich” przedmiotów. Wtedy z pomocą przyszła mi inna polska mama w UK i podpowiedziała, że w internecie funkcjonują polskie szkoły on-line i możemy z H skorzystać z ich oferty. Ponieważ terminy goniły, zapisałam H szybciutko do zerówki w Libratusie i zaczęłyśmy swoją przygodę z polską szkołą. Przygoda z zerówką skończyła się niestety tak szybko, jak się zaczęła. W zestawieniu z angielskim Year One poziom okazał się dla H zbyt niski i najzwyczajniej w świecie się nudziła.

W tym roku zastanawiałam się nad zapisaniem jej od razu do klasy drugiej, ale po rozmowach z zainteresowaną i ustaleniu, że woli się trochę ponudzić, ale mieć więcej luzu, stanęło na klasie pierwszej.

Zapisy

Przemiła pani psycholożka, z którą odbyłyśmy rozmowę przez Skype’a, podbiła serce mojej córki. Cała procedura zapisu nie była ani skomplikowana, ani specjalnie uciążliwa. Dość powiedzieć, że największy problem sprawiło mi dodanie zdjęcia legitymacyjnego do platformy. Wszystkie formalności załatwiłam za pośrednictwem Libratusa i już w czerwcu H została uczennicą prywatnej szkoły podstawowej Harmonia z Poznania. (Cóż, moje losy co i rusz zahaczają o to piękne miasto…). Jedyne koszty jakie poniosłam, to opłata za egzamin, który zostanie zorganizowany w UK i koszt znaczków pocztowych, żeby wysłać niezbędne dokumenty do Polski. Przekazałam nawet informacje o Libratusie dalej i jedna z moich koleżanek również zapisała swojego syna do pierwszej klasy. 🙂

Możesz sobie wyobrazić moje zdumienie, gdy dotarła do mnie informacja, że w związku z reformą edukacji narodowej, moja córka będzie ostatnim rocznikiem w pełni korzystającym z dobrodziejstw Libratusa.

„Reforma”

Już w zeszłym roku (w związku ze znacznym obcięciem finansowania na dzieci w edukacji domowej) fundacja prowadząca Libratus prosiła o wspieranie jej działalności. W tym roku zdecydowałam się nawet na stałe, comiesięczne wpłaty. Ale nie o finansowanie sprawa się rozbiła.

Przy okazji reformy wprowadzono dwa zapisy „usprawniające” edukacje domową. Po pierwsze: dzieci muszą być zapisane do szkoły w województwie, w którym są zameldowane. Co, gdy dziecko, tak jak moja H, nie posiada polskiego meldunku, jest dla mnie zagadką, ale przyznaję, że specjalnie tematu nie drążyłam. Po drugie: przy zapisywaniu dziecka do szkoły w trybie edukacji domowej konieczna staje się opinia PUBLICZNEJ placówki psychologicznej. To oznacza, że spotkanie na Skype z przemiłą panią Lucyną nie spełniłoby tego wymogu.

Co to w praktyce oznacza?

Ano to, że jeśli mieszkasz na emigracji i chciałabyś edukować swoje dziecko w takim systemie jak ja, a nie zdążyłaś przed pierwszym września 2017, to masz pod górkę. Bez, przynajmniej jednorazowego, pobytu z Polsce nie masz szans ogarnąć zapisów. Spotkanie z psychologiem, oczekiwanie na sporządzenie opinii, spotkanie z dyrektorem placówki i jego zgoda na edukację domową. Czekają Cię także coroczne wizyty na egzaminie w szkole wybranej przez Ciebie.

Obie znane mi internetowe platformy edukacyjne, czyli Libratus oraz Alfa i Omega, przestały już być bezpłatne dla nowych uczniów. Będziesz miała rację twierdząc, że skoro rodzice nie płacą podatków polskiemu fiskusowi, to nie muszą dostawać bezpłatnej, polskiej edukacji.  Pamiętaj jednak, że nie wszyscy emigranci żyją jak pączusie w masełku. O tym, że polski rząd i partia rządząca uwielbiają odmieniać słowo „patriotyzm” przez wszystkie przypadki i wciąż zapewniają nas, jak bardzo chcą nam ułatwić powrót „na Ojczyzny łono” nawet nie wspomnę, bo szkoda słów.

Obywatele i Obywatelki!

I wreszcie ostatnia rzecz. Niedawno na swoim prywatnym profilu napisałam o tym, że H się udało załapać na polską szkołę według starych zasad, ale jest ostatnim rocznikiem. Reakcja była mniej więcej taka: „to się ciesz, co Cię inni obchodzą”. Ano obchodzą. Wiele dzieci polskich emigrantów rozsianych po całym świecie, wciąż pozostaje obywatelami Rzeczypospolitej i mają prawo do polskiej edukacji. Lata temu było to wręcz niemożliwe, teraz, dzięki internetowi, stało się ogólnodostępne, aż dokonała się „dobra zmiana”.

Please follow and like us: