52 książki na 2018

Wiele wskazuje na to, że w tym roku mam duże szanse na zrealizowanie przynajmniej jednego z moich stałych postanowień noworocznych. Próbuję od wielu lat bezskutecznie, ale w tym roku…

A! Przepraszam, nie napisałam o co chodzi. Co roku w Sylwestra o północy składam sobie obietnicę przeczytania 52 książek w nadchodzącym roku. Niestety mnogość różnorakich zajęć skutecznie mi to uniemożliwia. Gdybym tylko mogła nie odrywałabym się od książek, ale nie mogę – mam obowiązki.

52 książki na 2018

Jak pewnie dobrze wiesz, na blogu znajduje się zakładka: 52 książki Matkowania, tam właśnie trafiają recenzje napisanych przeze mnie książek. Być może zauważyłaś, że pomiędzy dwiema ostatnimi zeszłorocznymi pozycjami pojawiła się „dziura” w numeracji. Zdarzyło się tak dlatego, że w ostatnich tygodniach ubiegłego roku bardzo przyspieszyłam z czytaniem. Zmieniło się dosłownie wszystko. Teraz czytam przy prasowaniu, przy zmywaniu, gdy szykuję się rano do pracy i kiedy prowadzę samochód, a zgodnie z innym postanowieniem noworocznym planuję czytać także podczas treningów na rowerku stacjonarnym.

Nie wiesz jak to możliwe?

Zacznę od początku.

Kiedy urodziła się Hania w naturalny sposób, jak chyba każdy rodzic, postanowiłam pokazać jej wszystkie te rzeczy, które sprawiały lub nadal sprawiają mi przyjemność.

Jako mała dziewczynka wieczorami, przed zaśnięciem słuchałam bajek z płyt winylowych. Uwielbiałam „Przygody Piotrusia Pana”, jako nastolatka wciąż pamiętałam niektóre piosenki z tej płyty, chociaż przez wiele lat do niej nie sięgałam. Któregoś dnia, przeglądając internet odnalazłam „swoją” wersję Piotrusia w ofercie Audioteki, dodałam do niej „Porę na Telesfora” i „Tomcia Palucha”, trudno było się powstrzymać, bo na ich stronie znalazłam także wiele innych „moich” bajek.

To było chyba we wrześniu, gdy zelektryzowało mnie to co Młoda nuciła sobie pod nosem:

„Ja jestem Pan Krokodyl

natura we mnie taka…”

Z uśmiechem dokończyłam:

„że gdy wychodzę z wody

chcę zjeść Jakuba Haka”.

Ale przecież miało być o moim postanowieniu noworocznym, już zmierzam do sedna, ale najpierw o Arku.

Jo Nesbo

Mój Ukochany pracuje jako kierowca, spędza w samochodzie długie godziny, często późno w nocy lub nad ranem. Zdarza się, że wraca bardzo zmęczony i najzwyczajniej w świecie martwię się, że może przysnąć za kierownicą. Podsunęłam mu pomysł na audiobooki. Spróbował. Pokochał. Wciągnęły go po uszy kryminały autorstwa Jo Nesbo i wciąż mi je zachwalał. W pierwszym odruchu chciałam zamówić sobie coś na czytnik, ale… Skoro już mamy te książki, to dlaczego mam płacić za nie ponownie?

Przekornie nie zaczęłam swojej przygody z audiobookami od zachwalanego Jo Nesbo. W swojej biblioteczce Arek miał „Dziewczynę z pociągu” i „Twierdzę szyfrów”, i „Ostatni bastion”, i „Ofiarę bez twarzy”, aż sobie słuchawki bezprzewodowe kupiłam. 🙂 Teraz słucham „Pielgrzyma” Terry’ego Hayes’a.

Cała nasza rodzina chodzi zasłuchana. W wieczorną rutynę Hani wkradł się nowy zwyczaj – po wieczornym czytaniu z jednym z rodziców, zostaje do zaśnięcia słuchając audiobooków. U niej „na tapecie” są teraz Hania Humorek i Cwaniaczek.

Nie jestem ortodoksem

Już słyszę gniewne pofukiwania „czytelniczych ortodoksów”. Nie, nie uważam, że słuchanie audiobooków za gorszą formę obcowania z literaturą. Składać literki nauczyłam się niemal 37 lat temu i każdą z wysłuchanych przeze mnie książek byłabym w stanie przeczytać samodzielnie. W tradycyjny sposób, ale też (o zgrozo!) na czytniku, czytam więcej i szybciej niż statystyczny Polak. Brakuje mi jedynie czasu na to by usiąść w kąciku z książką w ręku. Rzec by można, że teraz chłonę książki wszystkimi zmysłami.

Ty też spróbuj

Jeśli też chciałabyś spróbować, to mam parę szybkich rad. Wybieraj na słuchanie czas, który poświęcasz na mało absorbujące umysł zajęcia: odkurzanie, zmywanie czy prasowanie są spoko, ale przy zakupach już miałam problem ze skoncentrowaniem się na słuchanej powieści. Słuchanie wciąga, więc musisz zwracać uwagę czego akurat słuchasz, zwłaszcza, gdy w pobliżu są dzieci, kryminały zdecydowanie nadają się na słuchawki. 😉 Skorzystaj z dostępnych aplikacji na telefon. Możesz pobrać książkę będąc z zasięgu WiFi i zabrać ją wszędzie ze sobą.

Ja polecam Ci skorzystanie z oferty Audioteki, dlatego, że my z niej skorzystamy i jesteśmy z niej zadowoleni. Maja fajne promocje i możliwość wykupienia miesięcznego abonamentu, można kupić książki w naprawdę dobrych cenach.

 

Please follow and like us: