Justyna Kopińska „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?”

czy-bog-wybaczy-siostrze-bernadetcie

Justyna Kopińska „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?”

Książka numer 9/2016

Amerykańscy badacze, którzy słyną z tego, że zbadali już niemal wszystko na tym świecie, odkryli, że mutacja jednego z naszych genów odpowiada za agresję i skłonność do aspołecznych zachowań. Wielu świętoszkowatych moralistów odetchnęło pewnie z ulgą, mogli bowiem z czystym sumieniem uznać, że zapełnione więzienia, to nie ich problem lecz genetyki. Amerykańscy badacze drążyli jednak dalej. 🙂 I doszli do zaskakujących wniosków. Wśród osób z tą konkretną mutacją genetyczną znalazło się wielu normalnie funkcjonujących. Okazało się, że o tym czy staniemy się psychopatycznym przestępcą, czy szanowanym profesorem, decydują nie tylko geny, ale ich połączenie z doświadczeniami dzieciństwa. Mówiąc najprościej – szansę na zostanie agresywnym zabójcą ma osoba ze zmutowanym genem i trudnym dzieciństwem. I tak oto społeczeństwo ponownie okazało się być odpowiedzalne za to, by nie wychowywać żmij na swoim łonie.

Dom Dziecka

„Każdy był bity, ale jeśli kogoś bito wcześniej w domu, to nawet nie myślał, że to coś złego. Co kilkuletnie dziecko może wiedzieć na temat zła?”
Te dwa zdania najlepiej chyba pokazują patologię Domu Dziecka prowadzonego przez siostry boromeuszki w Zabrzu. Dzieci wychowane w tym ośrodku zostały skrzywdzone nie tylko fizycznie, ale chociaż opisy bicia i molestowania są szokujące, to w głowie mi się nie mieści jak można odebrać młodym ludziom wszelkie wzorce. Nie powinnam była napisać, że byli tam wychowywani, oni byli tam hodowani.

Wyhodowani

Część z nich było wyhodowanych na przestępców. Po osiągnięciu dojrzałości i opuszczeniu ośrodka dopuszczali się brutalnych przestępstw. To właśnie dlatego, że kiedyś zagubione dzieci nie dostały takiej pomocy, jaką powinny były dostać, dlatego, że nieodpowiedzialny pseudopedagog zniszczył w nich całe człowieczeństwo, krzywdy doznały osoby postronne. Piszę o brutalnym morderstwie, którego ofiarą padł kilkuletni chłopiec, dokonanym przez wychowanków siostry Bernadety.

Do wszystkich okropieństw w zabrzańskim Domu Dziecka dochodziło w centrum dużego miasta w Polsce przełomu wieków. Ośrodek teoretycznie był nadzorowany przez władze miasta i kuratorium, wychowankowie uczęszczali do państwowych szkół, a po pobiciach leczeni byli w publicznych szpitalach. Trudno w to uwierzyć, ale nikt nic nie widział, prędzej, że nikt nic nie chciał widzieć.

Wyjątek?

Niby mieliśmy już okazję poznać sprawę z doniesień medialnych towarzyszących procesowi Agnieszki F., ale kiedy te wszystkie informacje podane są w postaci książki, to czasem wręcz czujesz ból krzywdzonych dzieci. I pozostaje jedno pytanie: czemu nikt nie zareagował przez te wszystkie lata? Nie tylko siostry niszczyły te dzieci, pośrednio niszczyliśmy je wszyscy, jako społeczeństwo.

To jedna z najtrudniejszych książek z jakimi przyszło mi się zmierzyć w ostatnim czasie, zostawia po sobie cień nieufności do wszystkich instytucji państwowych. Przez długi czas pozostaje w głowie duży znak zapytania. A co jeśli to wszystko, to nie wyjątek a reguła? Matko, na samą myśl cierpnie skóra…

To bardzo trudna książka, ale warta przeczytania. Zwłaszcza przez nauczycieli i lekarzy, wszystkiech tych, którzy mają zawodowy kontakt z dziećmi, ku przestrodze.

Please follow and like us: