Marcin Meller Sprzedawca arbuzów

Książka numer 10/2017

Marcin Meller Sprzedawca arbuzów

Siadłam wczoraj do komputera, żeby napisać recenzję tej pozornie lekkiej książki, ale wszystko co napisałam wychodziło boleśnie polityczne. Powiesz pewnie, że skoro mieszkam na Wyspach, to nie powinnam przejmować się tym co się w Polsce dzieje, ale nie będziesz miała racji. Polska jest również moim krajem i na zawsze pozostanie moją Ojczyzną, a to co się w niej dzieje wprost dotyka moich najbliższych i mnie samej. Jako obywatelka Rzeczypospolitej mogę z różnych powodów narazić się władzy (na przykład pisząc niepokorne wpisy na blogu) i zostać postawiona przed sądem albo po prostu sądzić się z innym polskim obywatelem. Wolałabym wtedy, żeby prokurator albo mój oponent nie wybierali składu orzekającego. I jeszcze jeden, bardzo prozaiczny przyznaję, powód – drżę na myśl o tym, jak słabnie pozycja Polski w UE właśnie teraz, w trakcie negocjacji Brexitowych…

Takie to niewesołe myśli nachodziły mnie, gdy próbowałam napisać recenzję Sprzedawcy arbuzów autorstwa Marcina Mellera. Teraz, kiedy, przynajmniej częściowo wyrzuciłam je z mojej głowy, z przyjemnością przejdę do meritum.

Sprzedawca arbuzów to zbiór felietonów publikowanych przez Newsweek. Czym mnie urzekł?

Rodzina

Książka zaczyna się od bardzo mocnego uderzenia. Nie byłam na to gotowa. Książkę czytałam na czytniku (Na czytniku Panie Marcinie!) podczas przerw w pracy. Przyznaję, że czytając felietony o najbliższych osobach w życiu autora, mrugałam nieco zbyt często i coś łapało mnie z gardło.

Czytając ten fragment odkryłam kolejną ze spraw, w których się z Marcinem Mellerem totalnie zgadzamy (chociaż są i takie, w których nie zgadzamy się całkowicie): niezależnie od tego na jakim etapie życia jesteśmy, ostatecznie i tak liczą się tylko nasi najbliżsi. Wiele może mnie w życiu spotkać, ale mając ich wokół siebie czuję się silna ich siłą. I nawet, jeśli zdarzy się tak, że trzeba będzie ostatecznie się pożegnać, to wciąż będziemy sobie bliscy.

Polityka / obyczaj

Sądząc po tytule, w którym pierwotnie publikowane były felietony, domyśliłaś się pewnie, że zaangażowany w komentowanie bieżącej polityki autor, nie będzie od niej uciekał. Przyznaję, że na mnie największe wrażenie zrobił tekst o resortowych dzieciach. 🙂

Czytając tą część, także znalazłam podobieństwa między nami, ale czuję, że muszę zaapelować do autora:

Panie Marcinie!

Nie da się ukryć, że nadeszła pora by uderzyć się w piersi. Oboje, bo uwierzyliśmy, że Adrian może być Andrzejem Dudą. Tym młodym, energicznym i, zdawało by się, niezależnym politykiem z czasów kampanii prezydenckiej. I dodatkowo już Pan sam, że nie uwierzył Pan, że tym razem Prezes pójdzie na całość.

Nie będę rozwijać tematu, bo znowu odpłynę w polityczne tematy, a przecież to nie jest blog polityczny.

Kultura

I wreszcie wisienka na torcie – część ostatnia, kulturalna. Cóż mogę napisać? Muzycznie również blisko mi do gustów Marcina Mellera. 🙂 Tak naprawdę, to ta ostatnia część okazała się dla mnie być najbardziej wartościową. Znalazłam w niej prawdziwą kopalnię rekomendacji muzycznych (miedzy innymi zespół Duman, który podałam już dalej na facebookowym profilu Matkowania), czytelniczych i parę propozycji filmowych. Sprzedawca arbuzów okazał się być czubkiem góry lodowej mojej czytelniczej listy życzeń, 🙂 Pewnie wkrótce napiszę Ci, czy w tej dziedzinie życia również mamy podobne poglądy…

Tymczasem szczerze zachęcam. Zajrzy do księgarni korzystając z któregoś z poniższych linków:

 

Please follow and like us: