Michał Szafrański Finansowy ninja

Książka numer 6/2017

Michał Szafrański Finansowy ninja

Właściwie powinnam napisać, że jednym z moich największych życiowych nieszczęść jest to, że praktycznie rzecz biorąc od zawsze dobrze zarabiałam. Fakt, że prawie nigdy nie musiałam zaglądać do portfela i zastanawiać się, czy wystarczy mi do pierwszego, doprowadził paradoksalnie do tego, że nigdy nie nauczyłam się oszczędzać. Kiedyś żartobliwie mawiałam, że „potrafię zutylizować każdą ilość gotówki”. I niestety tak było. Zarabiałam nieźle, ale nigdy nie miałam poduszki finansowej.

Bankructwo

Katastrofa finansowa Klubu Elemele, którego byłam właścicielem, była jak kubeł zimnej wody. Byliśmy na szczęście wystarczająco zapobiegliwi, by równocześnie stworzyć i zrealizować plan B, którym była emigracja. Teraz powoli spłacamy zadłużenie i stajemy finansowo na nogi, a ponieważ chcielibyśmy zrobić to szybciej i skuteczniej postanowiłam sięgnąć po pomoc eksperta od oszczędzania.

Złożyło się tak, że ceniony przeze mnie autor bloga: Jak oszczędzać pieniądze Michał Szafrański, napisał i wydał swoją książkę. To było jak znak z niebios. 🙂 Bez chwili wahania, jeszcze w przedsprzedaży, zamówiłam egzemplarz dla siebie.

Obawy

A kiedy „Finansowy ninja” wreszcie trafił w moje ręce, odłożyłam go na półkę. Czemu? Myślę, że trochę z obawy przed porażką. Stworzenie budżetu, kontrolowanie jego realizacji czy wreszcie zaciskanie pasa, nie są moimi wrodzonymi talentami. Tym razem była taka potrzeba, a ja miałam w rękach właściwe narzędzie. Gdyby coś poszło nie tak, wina spaść mogła tylko na mnie.

„Finansowy ninja” wylądował więc na półce, a ja znajdowałam tysiące powodów, by go nie czytać. Domyślasz się pewnie, że gdyby stan ten trwał nadal, nie miałabyś okazji czytać tego posta. Tak, przeczytałam „Finansowego ninja”. Tak, żałuję, że tak późno.

Podręcznik

Jeśli sądzisz, że jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna, z gatunku tych do poczytania w wannie z kieliszkiem winka w dłoni, to jesteś w błędzie. To podręcznik do podstaw ekonomii domowej, który powinien stać się lekturą obowiązkowych dla wszystkich.

Jeśli właśnie pomyślałaś sobie: „O! To nie dla mnie”, to również się mylisz. Moje kompetencje z zakresu ekonomii najlepiej określają moje oceny z przedmiotów ekonomicznych w indeksie. Za każdym razem (a było ich szczęśliwie jedynie dwa) sukces osiągałam w tak zwanej kampanii wrześniowej. Jeśli i Tobie obce są pojęcia „kalkulator finansowy” czy „procent składany”, to na pewno powinnaś zainteresować się tą pozycją.

Nowe wiadomości

Książka napisana jest dokładnie tym samym przystępnym językiem, który znam z bloga pisanego przez Michała. Krok po kroku przejdziesz w niej kolejne stopnie wtajemniczenia „Finansowego ninja”. Korzystając z zamieszczonych w niej konkretnych przykładów możesz prześledzić wpływ różnych czynników na poziom Twojego zadłużenia czy Twoich oszczędności. Michał nauczy Cię z korzystania fantastycznego narzędzia (wspomnianego już kalkulatora finansowego), które pomoże Ci szybko przeanalizować różne warianty decyzji finansowych i wybrać najwłaściwszą z opcji. I pomyśleć, że jeszcze na początku tego roku nie miałam pojęcia, że takie narzędzie w ogóle istnieje.

Nowe zasady

A jakie efekty dało to, że przeczytałam książkę Michała? Od pierwszego kwietnia (i to nie jest żart) prowadzimy budżet domowy. Nawet nie podejrzewałam jaki wpływ będzie to miało na moje decyzje zakupowe. Ostatnio na przykład odmówiłam sobie pewnego zakupu, bo: „nie mam już środków w budżecie na ten miesiąc”. 🙂 Pod koniec miesiąca zachowywałam się jak instytucja rządowa w grudniu i przekładałam mniej ważne zakupy na nowy okres budżetowy. To z kolei powoduje, że każdy z planów zakupowych jest ponownie weryfikowany „na zimno” i często w ogóle rezygnuję z jego realizacji. A jak to z kolei wpływa na stan finansów, to już oczywiste.

Please follow and like us: