Terry Hayes Pielgrzym

Mówi się, że do końca życia w pamięci zostaje to co się robiło w chwili, gdy na świecie wydarzało się coś przełomowego. Starsi Amerykanie na zawsze zapamiętają co robili w momencie, gdy dowiedzieli się, że zastrzelono prezydenta Kennedy’ego albo gdzie oglądali transmisję z lądowania na Księżycu.

Książka numer 1/2019

Terry Hayes Pielgrzym

Takim doświadczeniem dla naszego pokolenia stał się niewątpliwie bestialski atak na wieże WTC w Nowym Jorku i Pentagon. Założę się, że świetnie pamiętasz gdzie byłaś i co robiłaś tamtego dnia. Po 11 września 2001 roku nic już nie było takie samo.

Zdarzenie, które poruszyło miliony osób na całym świecie, nie mogło przejść bez echa w sztuce. Przecież począwszy od naskalnych rysunków w jaskiniach pozostaje ona w ścisłym związku z otaczającym nas światem.

Nie sądzę, że zaskoczy Cię fakt, iż „Pielgrzym” to powieść łącząca w sobie wątki szpiegowskie i sensacyjne. Opowieść o superszpiegu poszukującym po świecie superterrorysty, który zaplanował zamach doskonały, musi wzbudzić emocje i daje duże pole do popisu w zawiązywaniu pozornie niezwiązanych ze sobą wątków, które ostatecznie łączą się w dogłębnie przemyślaną całość.

Nie czytałam „Pielgrzyma”

Wysłuchałam audiobooka czytanego przez Michała Rozenka dla Audioteki. Wyścig dwóch inteligentnych, godnych siebie przeciwników towarzyszył mi w wielu codziennych zajęciach. Dodał smaczku nudnemu zmywaniu czy żmudnemu prasowaniu. Widząc stertę wysuszonego prania z przyjemnością sięgałam po żelazko i słuchawki. Słowem – wciągnęło mnie po uszy. A właściwie powinnam napisać, że wciągnęło mnie przez uszy.

Fikcja literacka???

Historia opisana w powieści, choć całkowicie (?) nieprawdziwa, jest niestety niepokojąco prawdopodobna. Nietrudno wyobrazić sobie, że gdzieś w świecie istnieje człowiek równie utalentowany i zdeterminowany co Saracen, a już sam fakt jego istnienia może być dla świata śmiertelnie niebezpieczny. Smutniejsze jest jednak to, że o wiele trudniejsze jest wyobrażenie sobie tego, że istnieje gdzieś taki superszpieg na miarę tytułowego Pielgrzyma.

Opowieść zbudowana jest w dość klasyczny sposób. Splot wydarzeń zdaje się prowadzić do nieuchronnej konfrontacji obu bohaterów. Ścigają się oni z czasem i sobą nawzajem, uciekają do nieczystych zagrań w imię swojej sprawy i obaj niezachwianie wierzą w swoją misję. Całość zgrabnie osadzono w „alternatywnej współczesności”. Przedstawiony świat jest „naszym” światem, choć wiele elementów zostało zmienionych. Pewnie dlatego, żeby dobitnie podkreślić jego fikcyjność. Słuchało się (omal nie napisałam „czytało”) tego wszystkiego bardzo dobrze. Bohaterowie nie są wcale tak jednoznaczni, jakby wskazywał standardowy schemat powieści tego typu, a przez to stają się dla nas bardziej wiarygodni.

Jak w kinie

To co mnie uderzyło w „Pielgrzymie”, to obrazowość tej powieści. Nie napotkasz w niej szczegółowych, rozbudowanych opisów miejsc, ale dosłownie kilkoma słowami autor poruszy Twoją wyobraźnię do tego stopnia, że już po chwili zobaczysz świat oczyma bohatera. Szybko udało mi się, z niewielką pomocą Googla, rozwiązać tą zagadkę. Autor „Pielgrzyma” Terry Hayes jest bowiem scenarzystą i producentem filmowym. Umiejętność odtwarzania specyficznego klimatu różnych miejsc zgrabnie przeniósł z planu filmowego na karty swojej debiutanckiej powieści. Z tym większą niecierpliwością czekam na ekranizację powieści. Zwłaszcza, że hollywoodzki gigant Metro-Goldwyn-Mayer zakupił już prawa do powieści, a zadanie napisania scenariusza powierzono nikomu innemu jak Terremu Hayesowi.

Słuchanie ma wady

Przy okazji tego konkretnego audiobooka odkryliśmy z Arkiem bodaj największą słabość tej formy obcowania z literaturą. Mnie podobało się bardzo, to kawał dobrze napisanej, wartej przeczytania sensacji. Arek natomiast nie potrafił przez nią przebrnąć. Niby wysłuchał, ale zachwytów nie wyrażał. Jego zastrzeżeń nie wzbudziła jednak treść powieści. Elementem drażniącym okazał się być głos lektora. O ile zazwyczaj po zaledwie rozdziale lub dwóch przyzwyczajamy się do czytającego na tyle, by po prostu słyszeć jedynie słowa, o tyle w tym konkretnym przypadku Arek wciąż „walczył” z panem Rozenkiem. Nie przydarzyło mi się jeszcze coś podobnego, ale jestem w stanie uwierzyć, że to psuje całą przyjemność.

Gdybyś chciała sama przekonać się o zaletach „Pielgrzyma” to zapraszam do skorzystania z poniższych linków:

Please follow and like us: