Kurs Mama bez frustracji – recenzja

kurs mama bez frustracji

Nie sądziłam, że kiedykolwiek skorzystam z usług coacha. Myślałam, że to jest zarezerwowane dla wysokiej kadry kierowniczej w korporacjach. 🙂 Nie ukrywam też, że podchodziłam do takich działań z pewną dozą nieufności (zauważyłaś czas przeszły?). No, bo niby jak ktoś mógłby poprzestawiać w mojej głowie klapki i sprawić, że inaczej spojrzę na świat? Zestawienie coach dla mam brzmiało nawet jeszcze dziwniej… Po co matce trener skoro ma instynkt macierzyński?

Po co mi był kurs Mama bez frustracji i poczucia winy?

Dlaczego więc zapisałam się na kurs Mama bez frustracji i poczucia winy Joanny Baranowskiej? Z paru powodów.

Po pierwsze – i najważniejsze – coś przestało się zazębiać w moim życiu. Ostatnie pięć lat to prawdziwa jazda bez trzymanki: narodziny H, otwarcie Klubu i jego bankructwo, emigracja, organizacja życia rodziny w nowych realiach, przejście z aktywnej zawodowo kobiety do matki udomowionej. Teraz osiągnęliśmy względny spokój i… Zaczęłam szukać dziury w całym. Kiedy usiadłam i zastanowiłam się nad pięcioma latami mojego matkowania, zrozumiałam, że w całym tym szalonym młynie zgubiłam gdzieś kontakt sama ze sobą. Zawsze było coś ważniejszego, jakieś niezwykłej wagi zdarzenia, które musiały być zrobione JUŻ. Kiedy brakuje Ci czasu na zrobienie wszystkiego i musisz odmawiać komuś spełnienia jego próśb to najłatwiej jest odmawiać samej sobie. Masz przynajmniej pewność, że zostaniesz zrozumiana.

Po drugie – mam pełną świadomość, że tylko szczęśliwa matka może wychować szczęśliwe dziecko. To trochę jak w samolocie – kiedy stewardesa instruuje pasażerów w jaki sposób używać masek tlenowych, pada stwierdzenie, żeby najpierw założyć maskę sobie, a potem pomóc innym. Podobno w przypadku zagrożenia to właśnie jest najtrudniejsze do zrobienia dla matek. Tymczasem prawda jest brutalna: jeśli Ty stracisz przytomność, to nie pomożesz swojemu dziecku. Przez analogie: jeśli Ty będziesz sfrustrowana i zła na cały świat, to nie pokażesz swojemu dziecku jak podchodzić do świata radośnie i cieszyć się każdym dniem.

Po trzecie – miałam okazję poznać Joannę, jako ambasadorkę Pozytywnej Dyscypliny (zapraszałam na FB na jej webinary) i bardzo spodobało mi się jej podejście, podobnie jak ona postanowiłam zostać Mamą na własnych zasadach.

Po czwarte – zrozumiałam, że nie tylko nie bardzo znam osobę, którą się stałam (bo jak można znać kogoś z kim wcale nie spędzasz czasu), to jeszcze w dodatku nie lubię jej za bardzo – marudna zołza. 😉

Po piąte – próbowałam oczywiście poukładać sobie wszystko sama, ale wciąż miałam wrażenie, że się miotam i potrzebuję kogoś kto choć z grubsza wskaże kierunek zmian.

Postanowiłam, więc spróbować.

Jak wyglądała praca na kursie?

Już od pierwszego dnia zrozumiałam, że trafiłam we właściwe miejsce. Poza materiałami pisanymi i nagraniami, które każdego dnia dostawałam na maila, zostałam członkiem tajnej grupy na FB. Okazało się, że pozostałe jej członkinie mają podobnie jak ja. Wiesz jakie to niesamowite uczucie, kiedy nagle odkrywasz, że nie jesteś sama? Że to, co się z Tobą dzieje wcale nie jest takie nienormalne?

Moje współkursantki okazały się być fantastycznymi, silnymi kobietami, które po prostu gdzieś się pogubiły w natłoku życiowych ról. Grupa przez cały czas trwania kursu (i nawet teraz po jego zakończeniu) była bardzo aktywna. Stale komentowałyśmy kolejne wykonane ćwiczenia, chwaliłyśmy się postępami działań, wzajemnie wspierałyśmy. Miałyśmy też do dyspozycji wyjątkową przewodniczkę – Asię, która w wielu przypadkach pomagała „wstać z kolan” wątpiącym w swoje siły. 🙂

W materiałach kursu i w jego ćwiczeniach psycholog Joanna Baranowska (tak, tak Asia ma oczywiście stosowne kompetencje do robienia takich kursów) rozprawia się z wieloma społecznymi mitami, które przysparzają nam matczynych frustracji (między innymi ze wspomnianym instynktem macierzyńskim). Nagle okazuje się, że wcale nie MUSIMY robić tego czy tamtego, jedynie tak nam się WYDAJE.

Nie będę kłamała, sam kurs wymaga pracy i zaangażowania, nikt jednak nie oczekuje, że będziesz robiła go według z góry narzuconego harmonogramu. Przechodzisz przez niego w swoim tempie, ale aktywna grupa na FB, to niesamowita motywacja do pracy.

Kurs Mama bez frustracji i poczucia winy ma także jedną bardzo ważną zaletę: możesz wracać do niego wielokrotnie, możesz pracować nad tymi jego elementami, które sprawiły Ci kłopot albo wracać do tych, które być może przepracowałaś pobieżnie. Dostajesz do ręki narzędzie, którego możesz użyć w dowolnym momencie Twojego życia, to daje mi duże poczucie bezpieczeństwa. Teraz wiem, że jeśli kiedyś znowu gdzieś się pogubię, to po prostu sięgnę po moje kursowe zakładki i ćwiczenia Asi.

Co zmieniło się w moim życiu po ukończeniu kursu?

Mam dla siebie więcej wyrozumiałości, odnalazłam swoją zagubioną po drodze pewność siebie, nauczyłam się doceniać ogrom pracy, którą wykonuję w domu. A namacalne zmiany? Jestem spokojniejsza. I mam pomalowane paznokcie! 😉

Zaproszenie.

Wiem już, że Kurs mama bez frustracji i poczucia winy będzie miał swoją kolejną odsłonę w listopadzie tego roku. Z przyjemnością zapraszam Cię do wzięcia w nim udziału. Po prostu skorzystaj z linku poniżej i ciesz się z nowego podejścia do siebie i swojego życia już w czasie tegorocznych Świąt Bożego Narodzenia. To możliwe!

kurs MAMA BEZ FRUSTRACJI I POCZUCIA WINY

 

Please follow and like us: