Kolorowe kredki

„Kolorowe kredki w pudełeczku noszę (…) Namalują domek i na płocie kota i wesołe słonko na pochmurne dni”

 

O tym, że rysowanie, malowanie i wszelka inna działalność plastyczna rozwija nasze dzieci, pisać Ci nie będę, bo to oczywista oczywistość. Dzisiaj chciałabym skupić się na nas, na Tobie i na mnie, na tym w jaki sposób możemy wspierać aktywność twórczą naszych dzieciaków. Uważam, że powinnyśmy zwrócić swoją uwagę na parę spraw.

Po pierwsze – przygotowanie.

To my jesteśmy dorosłe, to my jesteśmy w stanie przewidzieć konsekwencje działania naszych dzieci. Nie wystarczy dać dwulatkowi pędzla do ręki i powiedzieć: „uważaj na dywan”, to tak nie działa. Żeby zadbać o czystość, należy zastosować różne zabezpieczenia i ustalić czytelne zasady. Mogłabyś ograniczyć swoje dziecko do kredek ołówkowych (świecowymi można narobić niezłego bałaganu), ale przecież myślisz o wspieraniu jego rozwoju.

Cóż więc można zrobić?

Ja kupiłam dla Hani dużą podkładkę. Można takie dostać w IKEA, służą do zabezpieczania podłogi przed kółkami krzeseł biurowych. W ten sposób zdecydowanie zwiększyłam szanse, że ciastolina czy farba nie wyląduje na wykładzinie. Wcześniej, gdy Hania była dużo młodsza, funkcjonowała w naszym domu zasada, że może bawić się tymi rzeczami tylko w salonie na panelach.

Jeśli zaś chodzi o jej strój, to nie mamy specjalnych fartuszków. Mamy za to nieco „niewyjściowych” ubrań, którym odrobina farby po prostu nie może zaszkodzić. 😉

Takie wcześniejsze przygotowania nie ograniczają mojego dziecka, a mnie dają komfort psychiczny i parę chwil świętego spokoju. 🙂

Po drugie – wyobraźnia.

Rysowanie i malowanie nie muszą odwzorowywać istniejącego świata. Wszyscy wiedzą przecież, że Picasso wielkim malarzem był. 🙂 Nie staraj się poprawiać tego co namalowało Twoje dziecko. Wszyscy wiemy, że potrafisz narysować wszystko lepiej. Ja pokazuję Hani moje sposoby rysowania tylko wtedy, gdy sama zauważa, że sobie nie radzi i prosi o pomoc. Czasem podsuwam jej też stosowane do wieku książeczki z nauką rysowania, można wiele takich znaleźć w polskich księgarniach.

Po trzecie – zróbcie coś razem.

„Mamo, zrobimy dzisiaj jakiś „art” razem?” pyta czasem moja dwujęzyczna córka, gdy odbieram ją ze szkoły.

Nie zawsze mam oczywiście wystarczająco dużo czasu, ale czasem spełniam jej prośbę. W tygodniu najczęściej robimy coś niedużego. Niekiedy tak banalne rzeczy, jak wspólne kolorowanie. Każda z nas przynosi swoje kredki i kolorowanki (tak, mam swoje kredki i kolorowanki), siadamy przy stole i kolorujemy gadając o tym, jak minął dzień. Lubie te chwile. Innego dnia, najczęściej w weekendy, robimy duże projekty. Często ich nie kończymy, bo Hania traci zainteresowanie. To frustrujące, przyznaję, ale przecież niczego nie osiągnę zmuszając Młodą do zabawy. 🙂 Rodzicielski podział mamy jasny: mama – art, tata – sport, chociaż czasem robimy to i owo we troje.

Najważniejsze jest jednak:

Po czwarte – pochwała (?)

Był taki czas w życiu mojej córki, że tworzyła tysiące rysunków. Niektórym z nich poświęcała wiele czasu i uwagi, były dopracowane i naprawdę WOW. Większość z nich jednak była bazgrołami stworzonymi na kolanie, wyprodukowanymi jedynie po to, by usłyszeć, jak bardzo nam się podobają.

Do dzisiaj pamiętam dziką awanturę i rozpacz Hani, jaką wywołała moja uwaga, że chyba nie za bardzo przyłożyła się do rysunku, który składał się z trzech kresek. Wtedy zrozumiałam swój błąd.

Od tamtej chwili unikam automatycznych: super, ładne czy fajne. Teraz zauważam, że poświęciła dużo czasu, że się starała albo, że poprawiła coś, co do nie do końca jej wcześniej wychodziło. Wymaga to ode mnie większej uwagi poświęconej dziełom Młodej, ale daje jej też jasny komunikat, że naprawdę mnie interesuje jej praca. Staram się zwłaszcza podkreślać to, co wymagało od niej większej pracy, rzeczy, które przychodzą jej ciężej, a nie te, do których dochodzi bez wysiłku.

Nauczyła mnie tego książka „Rewolucja w wychowaniu”, o której możesz przeczytać tutaj:

Po Bronson, Ashley Merryman Rewolucja w wychowaniu

Please follow and like us: