Wielka moc wyobraźni dziecka

Moc wyobraźni

Lubię takie dni…

Zdarzają się takie dni, kiedy „nie mam” dziecka. H siada w kącie dużego pokoju i tworzy. W ruch idzie ciastolina albo różne techniki plastyczne. Oznacza to oczywiście, że będę miała mnóstwo sprzątania. Prania i sprzątania. I jeszcze mycia. Teoretycznie powinnam być załamana, ale ja bardzo lubię te dni. I wcale nie tylko dlatego, że mogę sobie spokojnie wypić kawę, poszydełkować albo poczytać, bo H oczekuje ode mnie jedynie tego, żebym była w pobliżu. Lubię je dlatego, że H uruchamia wtedy całą swoją moc wyobraźni i potrafi bardzo mnie zaskoczyć. Tak jak ostatnio.

Moc wyobraźni dziecka

Zaczęło się od zakupu butów. H potrzebowała nowych do szkoły, a ja kupiłam sobie zaplanowane przy okazji wyzwania Slow Fashion klasyczne czółenka. Przez cały poprzedni weekend trwały prace nad przerabianiem pudełek po nich.

Efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania! Pokój H wzbogacił się o dwupalnikową kuchenkę i zlewozmywak. 🙂

Moc wyobrani kuchnia

Korzyści z takiego rozwiązania są oczywiste. Po pierwsze: całe dwa dni względnego domowego spokoju (potrzebne były tylko kolejne dostawy niezbędnych farb). Po drugie: nieomal całkowite odseparowanie dziecka od TV i tabletu. Po trzecie: uruchomienie wyobraźni Młodej. Po czwarte: nie ma już konieczności zakupu kuchni ślicznej, różowej, plastikowej, która zagraciłaby tylko pokój. Po piąte: jeśli zepsuje się kuchnia z kartonu po butach, po prostu zrobimy nową. Po szóste wreszcie: korzystając z takiej kuchni H będzie musiała znowu sięgnąć po moc wyobraźni. O prawdziwej dumie autorki nie wspominam, bo to już oczywista oczywistość.

Moc wyobraźni ogień

„Widziałaś mamuś, że nawet ogień namalowałam?” 😀

Osobiście zauważam tylko jeden minus. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i Młoda już zgłasza zapotrzebowanie na zakup nowych butów, bo potrzebuje pudełka na piekarnik. 🙂

To naprawdę działa. 🙂

Jeśli myślisz, że napisałam tego posta, bo jako dumna mama musiałam się pochwalić, to masz rację! 🙂 Ale nie tylko dlatego to zrobiłam. Ten post jest moim apelem do Ciebie: pozwalaj rozwijać skrzydła swojemu dziecku. Usiądź obok i pomagaj tylko, jeśli Cię o to poprosi. To przecież jasne, że możesz zrobić to coś lepiej albo podpowiedzieć trafniejsze rozwiązanie, ale tego nie rób. Jeśli bardzo chcesz naprowadzić potomka na jakiś pomysł, to zacznij rozmowę na temat powstającego arcydzieła. 🙂

Zauważyłaś, że czasem, kiedy dorośli bardzo angażują się w plastyczne prace dzieci, to one oddają inicjatywę i tracą swoje zainteresowanie tematem? Dlatego, kiedy H zabiera się do tworzenia, po prostu deklaruję chęć pomocy w trudniejszych momentach i siadam obok z książką w dłoni. H zna i stosuje te trzy zasady:

Po pierwsze: wszelkie brudzące prace może wykonywać tylko w salonie, bo tutaj mamy nie wykładziny, tylko panele.

Po drugie: musi założyć „domowe” ciuchy, czyli te bardziej znoszone.

Po trzecie: musi uważać, żeby nie zabrudzić ścian.

Poza tym nie wtrącam się do niczego, z rzadka interweniując, gdy w twórczym szale nieco ją poniesie. Nie zapomnij, że dla Twojego spokoju niezbędne jest dokładne przemyślenie, jakie produkty oddajesz w łapki swojego dziecka. H na przykład kleje brokatowe dostaje tylko pod nadzorem, bo ma tendencję do nadużywania ich i potem prace schną latami. 🙂

Dumna mama? Oczywiście!

Lubię czasem sama coś zmajstrować i doskonale wiem, jaka to satysfakcja, kiedy spoglądasz na końcowy efekt pracy. Ponieważ chcę dać H wszystko co najlepsze, to daję jej poczuć tą samą radość i cieszymy się podwójnie: ona i ja.

No… A później zakasuję rękawy i zabieram się do pracy, ale to nie problem. W końcu jestem wypoczęta i zadowolona, bo wypiłam swoją CIEPŁĄ kawkę i poczytałam w spokoju. 🙂

Please follow and like us: